Azja na Rynku – Asean

Przechodziłem obok tego miejsca około milion razy. Nigdy nie było mi dane wejść do środka. Nie tętniło życiem, nie zachęcało. Przyszedł czas, żeby to zmienić. O wrażeniach za chwilę.

W naszym mieście powstaje sporo nowych lokali, ale są i takie, w których nigdy nie byłe. Nie wiem dlaczego, ale jakoś nigdy nie przyszło mi do głowy iść do Restauracji Asean. Mieści się ona na kieleckim Rynku i wydaje mi się jedną z najstarszych restauracji azjatyckich w naszym mieście. Z zewnątrz widzimy elementy nawiązujące do Chin. W środku wnętrze nie powala. Jest orientalnie, z głośników lecą chińskie piosenki, a w akwarium pływają rybki. Jest ok, ale rewelacji nie ma.

Jak tylko siedliśmy od razu otrzymaliśmy kartę. Jest całkiem pokaźnych rozmiarów. Pierwszym zaskoczeniem były zestawy dla dwóch, trzech lub czterech osób podawane na obrotowym talerzu. Nie miałem pojęcia, że mamy takie w Kielcach, a jak się później okazało ich zawartość była całkiem smaczna. Zdecydowaliśmy się zamówić:

  • zupa z wołowiną i makaronem (6 zł)
  • zupa z rybą i makaronem (6 zł)
  • sajgonki (8 zł)
  • paluszki krabowe w cieście (8 zł)
  • kalmary na maśle (20 zł)
  • herbata zielona – czajniczek (5,5 zł)
  • herbata zielona z jaśminem – czajniczek (5,5 zł)
  • sok jabłkowy (4 zł)
  • Zestaw C1 – dla 4 osób (79 zł)

Zacznę od może najmniej istotnej kwestii – herbaty. Bardzo mi smakowała. Do czajniczków dostaliśmy bardzo małe filiżanki. Moja zielona jaśminowa była rewelacyjna. Taka jak piłem w Chinach i pijam w domu bo sobie przywiozłem. Zupy były podobne w smaku, rosołowe, ale zarówno wołowina jak i ryba dawały konkretny smak. Sajgonek było w sumie trzy, a podawane były z dużym pojemnikiem sosu. Nie był to sam sos sojowy – jakaś mieszanka, ale smaczna. Surimi w cieście było w sezamie, co dla mnie je uratowało. Jeżeli jeszcze kiedyś będę chciał zamówić surimi to przypomnijcie mi, że to surimi i do sałatki ok, ale na ciepło nie. Z racji tego, że córka moja kalmary lubi to zamówiliśmy też w wersji na maśle. Były to kalamry w cieście smażone na maśle, a podawane z sałatką. Były w porządku.

Na koniec pozostało jeszcze kilka słów o zestawie C1. Może nie nazywa się porywająco, ale składa się z czterech dań, sosu i talerza smażonego ryżu (można zamienić na frytki, ale no bez przesady). W ofercie mamy dwa zestawy dla czterech osób. Ten jest wersją tańszą, ale powiem Wam, że nie daliśmy rady zjeść całego. W skład zestawu wchodził sos przypominający sos chilli, ale podawany na ciepło i z kawałeczkami mięsa. Oprócz niego na talerzu były również kurczak w cieście w sosie słodko-kwaśnym, kurczak po seczuańsku, wołowina orientalna i żeberka kwaśno-pikantne na maśle. Wszystkie dania mi smakowały. Co ważne, każde miało swój charakter co w lokalach azjatyckich w Polsce nie jest takie oczywiste. Często mamy do czynienia z sytuacją, że dania różnią się nazwami i to jedyna różnica. Tutaj każde miało swój smak. Jeżeli miałbym ocenić to najmniej smakowały mi żeberka. Były smaczne i miękkie, ale wolałem skupić się na pozostałych.

Podsumowując to żałuję trochę, że dopiero teraz odwiedziłem to miejsce. Przyzwoite smaki i możliwość zamówienia zestawów na kręcącym talerzu jest naprawdę zachęcająca. Myślę, że w perspektywie czasu jeszcze tam na pewno zajrzę.