Garaż

Dół ul. Sienkiewicza nie był nigdy zagłębiem kulinarnym naszego miasta. Pojawiały się tutaj różnego rodzaju lokale i z większym lub mniejszym sukcesem działały. Ostatnio jednak pojawiła się tutaj nowość – Garaż.

Restauracja znajduje się w… starym garażu, a w miejscu tym wcześniej mieścił się klub Czekolada. Miejsca jest sporo, a wnętrze nawiązuje do garażowej przeszłości obiektu. Surowe drewno, metal, elementy mechaniczne i dekoracje nadają ciekawy klimat. Jeszcze przed otwarciem zaciekawiły mnie dwie kwestie. Pierwszą było piwo, którego sporo rodzajów (zarówno w butelce jak i „z kija”) miało w lokalu się pojawić. Drugą rzeczą była kuchnia. Postać Walentego Kani, który miał kuchnią zawiadować wróżyła temu miejscu dobrze. Wspomniany osobnik znany jest w świecie food trucków z dobrego smaku i niecodziennych produktów.

W dzień otwarcia nie udało nam się zajrzeć więc pojawiliśmy się dzień po. Była to sobota po południu, a w lokalu zajęte było kilka stolików. Zajęliśmy miejsca na dole, a jako, że wracaliśmy właśnie z otwarcia La Baguette to mieliśmy ochotę na przełamanie smaku słodyczy.

Zdecydowaliśmy się na:

  • Kalmary (13 zł)
  • zupę Harira (8 zł)
  • żołądki gęsie w sosie (15 zł)
  • fuczki z pazibrodą (15 zł)
  • sok pomarańczowy (5 zł)
  • piwo BestBir Cytryna (8 zł)

Zacznę od piwa. Do dyspozycji mamy sporo kranów, z których leją się prawie kraftowe piwa. Prawie bo na pierwszym kranie figuruje Perła, a na drugim Kozel czyli piwa mało kraftowe. Reszta już lepsza. Wróćmy jednak do jedzenia. Marokańska zupa Harira była w porządku. Dużo smaków i składników – sycąca i ciekawa propozycja. Kolejnym daniem były żołądki. Oczekiwania wobec nich miałem ogromne. Niestety danie im nie sprostało. Same żołądki miały fajną konsystencję – były miękkie, ale zabrakło im smaku. Podane były w sosie, który normalnie zniknął by w kilkanaście sekund, ale w tym wypadku połowa została bo po prostu nie miał smaku. Dla Zuzi zamówiliśmy kalmary. Było ich 8 sztuk i były przesolone. Niestety były również nieco przeciągnięte przez co gumowe. Na koniec fuczki z pazibrodą. Fuczki to kotlety z kapusty kiszonej, podane były z pazibrodą-ziemniakami z kapustą kiszoną i skwarkami. Ja bym do pazibrody dodał więcej kapusty – więcej kawałków, ale danie było smaczne. Ciekawostką okazała się surówka z cebuli z koperkiem. Popracowałbym nad podaniem.

Ogólnie to nie jestem pewien co napisać. Myślę, że lokal ma potencjał jeżeli chodzi o piwo czy spotkanie ze znajomymi. Jeżeli chodzi o jedzenie to ta wizyta była połowicznym sukcesem. Może to kwestia początków, a może potrzeba przetarcia kuchni i obsługi. Jeszcze kiedyś zajrzę potwierdzić swoje zdanie, bo miejsce ma potencjał.