Jemy w Zielniku

Zielnik kojarzył mi się ze zbieraniem roślin i wklejaniem ich do zeszytu. Od niedawna jednak pojawiło się kilka nowych skojarzeń w mojej głowie. Postanowiłem odwiedzić lokal, który zdecydował się działać w lokalizacji owianej złą sławą. Jak mu idzie?

Żebyście łatwiej mogli zlokalizować miejsce, o którym mówię to przyda Wam się informacja, że wcześniej był tam Wyszynk z Szynką, znany dzięki Kuchennym Rewolucjom. Aktualnie zmienił się właściciel, zmieniło się wnętrze i kuchnia. Nowa restauracja nazywa się Zielnik Kielecki i ja bym ją sklasyfikował jako kuchnia domowa w dobrej cenie.

Wnętrze lokalu utrzymane jest w jasnej kolorystyce. Można znaleźć sporo ciekawych dekoracji (półki ze skrzynek na jabłka czy lampki z maszynek do mielenia). Po wejściu do środka trafiamy od razu na bar sałatkowy, później ladę z wypiekami, a następnie do „baru” gdzie składamy zamówienia, ale o tym za chwilę.

Żeby spróbować jak najwięcej i mieć szeroki przekrój przez ofertę lokalu zdecydowałem się na kilka dań, ale niektóre tylko pół porcji. Mój żołądek ma pewne limity, chociaż wiem, że czasami może to wyglądać inaczej 😉 Pierwsze zaskoczenie jest takie, że do obiadu wodę dostajemy za darmo.

W zamówieniu pojawił się krem z buraków (7,5 zł), bar sałatkowy (9,90 zł), pierogi z mięsem (12 zł), świeżonka (9 zł) i placek po węgiersku (14 zł).

Krem z buraków był smaczny. Na środku odrobina śmietany dopełniała smak. Dodałbym do niego coś na przełamanie konsystencji – prażona dynia, słonecznik czy orzechy laskowe i była by petarda. Bar sałatkowy działa podobnie jak w Pizza Hut. Bierzemy miseczkę i nakładamy. Jest z czego wybierać. Mamy warzywa surowe, sałatki, warzywa marynowane i inne. Do tego możemy wybrać dressing i „chrupiące dodatki” (dynia, sezam, nachos). Dokładamy ile chcemy. Jeżeli bierzemy bar sałatkowy do dania to jego cena (baru) obniża się o 5 zł. Następnie przyszedł czas na pierogi. Wybrałem z mięsem, a były jeszcze do wyboru ze szpinakiem. Robione na miejscu były smaczne, a ciasto miało dla mnie odpowiednią grubość. Później przeszedł czas na placek po węgiersku. Był ładnie przysmażony, a w sosie było sporo mięsa. Można powiedzieć, że właśnie takiego placka oczekuję gdy zamawiam go w lokalu. Na koniec, a właściwie prawie koniec zjadłem jeszcze świeżonkę. Czym jest to danie? Jest to prosta potrawa, składająca się z mięsa, cebuli i przypraw, które duszone są długo do miękkości i smakują wybornie. Kiedy miejsce już się kończyło zdecydowałem się także na jagodziankę (3,5 zł). Wybrałem ją dlatego, że jest pieczona na miejscu. Zresztą nie tylko ona. Wszystkie ciasta w lokalu pieczone są na miejscu. Jagodzianka była porządna, ilość jagód spora i zniknęła również bardzo szybko.

Oceniając lokal pod katem cen i jakość dań to zdecydowanie go polecam. Położony blisko centrum miasta jest dobrym miejscem na obiad albo jagodziankę 🙂

Pojawia się wiele głosów, że lokal prowadzi nadal pani, która wykorzystywała pracowników w Kuchennych Rewolucjach. Tutaj plotki te trzeba rozwiać bo właściciel jest niezwiązany z poprzednim lokalem, a jedyną rzeczą łączącą go bezpośrednio z panią jest to, że nadal kamienica do niej należy wiec od niej lokal na restaurację jest wynajmowany.

DSC_2939-01 DSC_2942-01 DSC_2944-01 DSC_2949-01 DSC_2952-01 DSC_2954-01 DSC_2956-01 DSC_2957-01 DSC_2963-01