Kocham, nie kocham… Kielce

Mogliście już zauważyć, że Kielce są moim miastem i jeżeli tylko mogę to je promuję, ciągle poznaję i chwalę. Od pewnego czasu coś się jednak zmienia. Na wierzch wychodzi coraz więcej sytuacji, w których moje uczucie ochładza się diametralnie.

Jakiś czas temu powstało OKO (Otwarta Koalicja Obywatelska) jego zadaniem była poprawa życia w naszym mieście. Punktowaliśmy Urząd za błędy, proponowaliśmy innowacyjne rozwiązania i wyszło z tego …nic. Później zawiązał się Komitet Referendalny, który chce odwołania prezydenta Lubawskiego. Przez wiele lat kibicowałem włodarzowi naszego miasta za to, że Kielce zmieniały się na naszych oczach, ale w połowie jego trzech kadencji mam wrażenie, że coś się wypaliło. Mam wrażenie, że oprócz tego, że Kielce są ładne (bo tego nie da się im zabrać tak łatwo) to wiele decyzji, które zapadają nie do końca jest przemyślanych.

Wizję dopełniły mi kontakty ze znajomymi, z których spora część wyjechała już do innych miast i nie planuje tu wracać. Ja z pracą problemów nie mam, ale wiele osób nie widzi tu żadnego pola rozwoju dla siebie. Czy życie kulturalne w Kielcach umiera? Tak, ale wina w tym zarówno tego, że ludzie wyjeżdżają, jak i wysokich czynszów, czy braku pomysłu na działanie centralne. Powodów można wymienić sporo.

Wróćmy jednak do meritum. Referendum lada chwila, więc podsumuję, za co Kielce nadal kocham, a za co przestaję. Czy wszystkie te kweste są zależne od prezydenta? Nie, ale wiele z nich zależy zarówno od niego, jak i ludzi, z którymi on współpracuje.

KOCHAM

Wrażenie

Na „wrażenie” miasta władze mają chyba najmniejszy wpływ. Klimat ten jest dla mnie czymś nie mierzalnym, a składa się na niego sporo czynników. Są to ciekawe trasy do spacerów, interesujące historie miejsc i budynków oraz niepowtarzalne rezerwaty w granicach miasta. Na ogólny odbiór dla mnie wpływ mają także niewielkie odległości pomiędzy miejscami i względne poczucie bezpieczeństwa (nie licząc czasem ul. Sienkiewicza w piątkowe czy sobotnie wieczory).

Czystość

Jako mieszkańcy nie zwracamy na to uwagi, ale Kielce są jednym z najczystszych miast. Wystarczy wyjechać na przedmieścia lub znaleźć jakieś krzaki na blokowisku i już znajdziemy worki ze śmieciami, ale w centrum tych śmieci jest bardzo mało. Czasem czystość utrzymywana jest nawet do przesady. Tutaj przykładem może być odśnieżanie ul. Sienkiewicza czy alejek w parku, które mam wrażenie, że czasem jest zbyt częste.

Wygląd

Kielce są ładne. Tutaj znowu nie jest to zawsze zasługa władz. Wygląd ten poprawił się po rewitalizacji, ale nie wszędzie. Miasto moje po prostu mi się podoba i wiem z doświadczenia, że zabierając kogoś przyjezdnego na spacer po centrum, czy na Kadzielnię wieczorową porą, macie gwarantowany efekt zadowolenia.

Rynek i Sienkiewicza

Wiele osób narzeka na to, że Rynek jest betonowy i nie ma na nim zieleni… Uwaga teraz Was zaskoczę. Na Rynkach w miastach nie ma zieleni. Rynek jest tworem, który miał/ma swoją funkcję i pokrycie go nawierzchnią granitową (lub inną) jest całkowicie naturalne. Rynek w aktualnym wydaniu jest dla mnie ogromnym postępem kulturalnym. Poprzednia fontanna wraz z krzakami, w których działy się sceny, których najstarsi górale nie potrafią sobie wyobrazić, do pięt nie dorasta sytuacji obecnej. Mamy na Rynku fontanny, mamy miejski salon i ogródki, które w letnie wieczory grzmią od rozmów. I – uwaga – mamy tez kilka drzew. Ulica Sienkiewicza oprócz tego, że mało na niej życia też mi się podoba. Nie mówię tutaj o tym czy są na niej ludzie i sklepy, bo to osobny temat, o którym poniżej, ale podoba mi się to, że wychodząc wieczorem mamy przed sobą długą i ładną ulicę, po której możemy spacerować, a inne miasta mogą nam pozazdrościć.

Zieleń

Pomimo narzekań na wycinki drzew w centrum naszego miasta ja wychodzę z założenia, że część miejsc (np. wspomniany wyżej Rynek, z racji tego, że jest rynkiem) drzew mieć nie musi. Nie zgadzam się z masowymi wycinkami niepopartymi żadnymi analizami, a kosztującymi kosmiczne pieniądze. W temacie zieleni mam na myśli też dostępność terenów zielonych. Wsiadam w autobus/samochód i w ciągu 15 minut jestem w lesie. Czy to Stadion, Cedzyna, czy Dąbrowa to las jest lasem. Mogę pospacerować, odpocząć i zrelaksować się.

NIE KOCHAM

Kolesiostwo

Wydaje mi się, że wśród urzędników i spółek mniej lub bardziej połączonych z miastem zdarzają się te same nazwiska i twarze. Mam przez to wrażenie, że nie rządzą naszym miastem profesjonaliści, a osoby, które kogoś gdzieś znają lub znały. Są to oczywiście przypadki, które potwierdzają regułę, ale samo to, że występują psuje mi obraz miasta.

Marnowanie pieniędzy

Mam nieodparte wrażenie, że w naszym mieście marnuje się pieniądze. Nasz prezydent ma najdroższe (wśród prezydentów miast) auto, a cała flota zużywa kilkukrotnie więcej paliwa niż podobna np. w Rzeszowie. Wyjazdy do Chin, Londynu, budowa przystanków i inne elementy, na które wydaliśmy (tak wydaliśmy, bo to nasze pieniądze – Kielczan) pieniądze w mojej głowie są nie do końca uzasadnione. Najświeższym i niepojętym tematem jest zakup przez miasto dworca PKS, który to został nabyty za dość wygórowaną cenę.

Brak wsparcia

W tym punkcie (podobnie jak i w innych) subiektywnie napiszę, że brakuje mi wsparcia miasta. Nie tylko mi. Brakuje go organizacjom pozarządowym, liderom i generalnie ludziom, którzy chcą coś w Kielcach zrobić. Na potwierdzenie moich odczuć przywołam znany już w całym kraju i poza jego granicami przypadek pikniku na trawie, który nie mógł odbyć się na trawie. A są przecież miasta wspierające oddolne inicjatywy, dbające o to, żeby było ich jak najwięcej i żeby się rozwijały. U nas tego nie odczuwam.

Olewanie

Nie wiem jak to opisać, ale jako olewanie mam na myśli to, że nasze władze mają mieszkańców w wielu przypadkach po prostu „gdzieś”. Wycinamy drzewa na ulicy? Pewnie, że tak. Robimy ścieżkę, która nie spełnia najnowszych standardów? Oczywiście. Próbujemy podnosić opłaty za żłobki, równocześnie przekazując pieniądze na Koronę? Zrobione. Ludziom się to nie podoba – no to co? Tych kwestii jest dużo więcej i mam wrażenie, że nawet przy budżecie obywatelskim (który już z nazwy jest obywatelski) to mieszkańcy Kielc raczej wyręczali miasto w jego obowiązkach, aniżeli realizowali oddolne inicjatywy poświęcone rozwojowi społeczności lokalnych.

Brak promocji

To pole jest dla mnie bolączką ponieważ branża jest mi bliska. Patrzę na działania ROT-u i pomimo tego, że można do niektórych z nich się przyczepić, a inne pochwalić, to Kielce przy nich wypadają żenująco. Samo to, że urząd nie ma wydziału odpowiedzialnego za promocję i specjalistów, którzy nie są urzędnikami, a marketing jest dla nich chlebem powszednim. Nasz region notuje spore wzrosty odwiedzających, a Kielce, gdyby nie Targi, to chyba musiałyby liczyć na to, że ktoś się zgubi i akurat tu wjedzie. Małym światełkiem na horyzoncie są działania w Social Media, które od kilku tygodni są zintensyfikowane – i na Facebooku, i Instagramie, i Twitterze coś się zaczyna dziać.

Brak jawności i odpowiedzialności

Może się to dla Was okazać nowością, ale każdy z nas jako mieszkaniec Kielc i osoba płacąca podatki ma prawo wystąpić o udostępnienie informacji publicznej. Informacją publiczną są wszystkie informacje dotyczące instytucji finansowanych z naszych pieniędzy. W naszym mieście spotkałem się po raz pierwszy z odmową udostępnienia informacji publicznej (dotyczyła informacji o rozmowach z inwestorem w sprawie Korony Kielce).

Drugą sprawą jest odpowiedzialność. Ciężko doszukać się informacji, że ktoś w Kielcach za coś odpowiada. Przy wielu inwestycjach i równie wielu błędach przy ich realizacji zazwyczaj nie ma osoby odpowiedzialnej za nie, nie ma nikogo, kogo można pociągnąć do odpowiedzialności. Nie przewidziano czegoś w projekcie? Nie wystarczyło pieniędzy? Nie będzie na czas? Na większość tych pytań jest odpowiedź jedna – no trudno.

Selektywne zasady

„Zasady są po to żeby je łamać”? Mam wrażenie, że tak to wygląda w naszym mieście. Mamy ulicę Sienkiewicza zamkniętą dla ruchu, mamy ulicę Paderewskiego, która jest ślepa, a czy ktoś to respektuje? Oczywiście tutaj winą można a nawet trzeba obarczać kierowców, którzy w tych przypadkach są debilami, ale czy Straż Miejska czy Policja nie mogłaby się zająć tą reprezentacyjną ulicą naszego miasta i sprawić, żeby nie była darmowym parkingiem dla cwaniaczków, którym za daleko jest do sklepu, czy po kebaba? Dlaczego na rynkach i ulicach w innych miastach da się z tym walczyć, a u nas nie? Podobnie ma się sytuacja w całym centrum, a o ograniczeniach prędkości, a właściwie ich nie przestrzeganiu na Rynku czy wspomnianej już ulicy Paderewskiego można by książki pisać. Dlaczego Straż Miejska potrafi dać mandat dziadkowi, który sprzedaje jagody lub mi, za to, że zaparkowałem na osiedlu jednym kołem na trawniku, a nie potrafi przyjść na przykładową Sienkiewkę i zadziałać?

Kariera

Jeżeli planujesz karierę w naszym mieście (nie mając znajomości) to masz szansę na pracę (generalizując) w trzech organizacjach pod rządami panów Klickiego, Sołowowa lub Servasa. Dla wielu jest to jednak za mała ilość i wybór, jak na tak duże miasto, więc wyjeżdżają…

Oprócz tematów wspomnianych są także takie, o których nie mam zdania, bo mnie po prostu nie dotyczą, a wśród nich ścieżki rowerowe (podobno ich ilość i jakość jest słaba), parkingi na osiedlach (rzadko tam parkuję więc tematu nie znam), czy autobusy (ostatnio jeżdżę rzadko, ale wiele uwag słyszałem, które nie są respektowane przez ZTM).

Czy wszystko, co się dzieje jest winą prezydenta? Na pewno nie. Na pewno jednak dołożył swoją cegłę do tego, jak miasto wygląda (tu mówię o aspektach negatywnych). Nie będę Was zachęcał do podpisania się pod wnioskiem o referendum, ani do późniejszego głosowania za odwołaniem prezydenta – pomyślcie na ten temat sami. Ja na pewno przemyślę …