Linzer tort w praktyce

Miała to być jedna z najciekawszych atrakcji podczas naszej wakacyjnej wyprawy. Okazała się taka właśnie być. Wizyta w największej cukierni w Austrii, obserwacja całego cyklu pieczenia tortów oraz rozmowy z właścicielami były niezapomnianym porankiem w austriackim mieście Linz.

O samym mieście pisałem Wam już tutaj. Nasz nie długi pobyt wspominam bardzo dobrze. Może przez otwartość mieszkańców, a może też przez torty. Dzięki współpracy z Organizacją Turystyczną miasta Linz udało mi się umówić na spotkanie w cukierni pana Jindraka. Zacznijmy jednak od początku.

O 7 rano przed hotelem czekała na mnie taksówka. Wczesna pora była uzasadniona jedną rzeczą. Cukiernie mają inny rytm pracy i gdy większość z nas ją zaczyna cukiernia jest w końcowej fazie. Wspomniana taksówka zawiozła mnie do siedziby firmy Jindrak Konditorei. Czekała tam na mnie właściciel oraz jego córka, która wspierała nas pod kątem językowym.

Po ubraniu fartucha i czepka wyruszyliśmy na wspólne zwiedzanie cukierni. Obejrzeliśmy zarówno część poświęconą ciastom jak i tortom. Na każdym ze stanowisk omówiliśmy proces, który jest na nim wykonywany, a na większości z nich mogłem spróbować wykonać go samemu.

Wizyta trwała około godziny, a w jej trakcie zobaczyłem całą cukiernię. Nie widzieliśmy części związanej z wytwarzaniem pralinek ponieważ znajduje się w innej części miasta (cukiernia Jindrak wytwarza również pralinki w wielu smakach oraz lody). Cukiernia powstała w 1929 roku i jest firmą rodzinną zatrudniającą około 100 osób.

Jeszcze kilka słów o samym torcie. Linzer torte, u nas by się chyba nazywał tortem linzerskim jest tradycyjnym ciastem zarówno w Linz jak i całym kraju. Sieć dystrybucji cukierni Jindrak obejmuje głównie Linz, ale ich wyroby sprzedawane są także w innych miejscach (w tym na lotniskach). Największą sprzedaż tortów odnotowują w okolicach świąt Bożego Narodzenia. Wtedy też największa ilość tortów jest wysyłana praktycznie na cały świat.

Sam tort składa się z kilku elementów. W sumie nie ma w nim żadnego kremu więc może być odbierany bardziej jako ciasto. Forma wizualna jednak bardziej nawiązuje do tortu. Zaczynamy od ciasta, którego charakterystycznym akcentem smakowym jest cynamon. Gdy cynamonowy spód jest już gotowy ląduje na nim konfitura. Nie byle jaka w cukierni pana Jindraka jest robiona na zamówienie z czerwonych porzeczek. Dzięki niej mamy dobry balans smaków (słodyczy ciasta i kwaśnej porzeczki). Na konfiturze ląduje specjalnie przygotowana kratka z ciasta. Tort otrzymuje też obwódkę naokoło kratki. Jeszcze tylko prażone, migdałowe płatki na wierzch i Linzer torte idzie do pieca. Po upieczeniu jest gotowy do zjedzenia.

Pasuje idealnie do kawy lub herbaty, a zapakowany w folię może poczekać na zjedzenie kilka dni.

Na koniec jeszcze ciekawostka. Wszystkie samochody dostawcze cukierni mają dedykowane tablice rejestracyjne składające się z litery L, napisu Torte i cyfry 🙂

DSC_4470-01 DSC_4472-01IMG_0125IMG_0152IMG_0156IMG_0157IMG_0163DSC_4483