Lwów na weekend

Pierwszy raz we Lwowie byłem ponad 10 lat temu. Od tego czasu zmieniło się w nim bardzo dużo. Dziurawe drogi, ciemności na ulicach i brak chętnych do rozmowy po angielsku dawno już za nami. Schowały się też niektóre smaczki tego miasta, ale wytrwali na pewno je znajdą. Zapraszam Was na weekend we Lwowie!

Pierwsza moja wizyta w tym mieście związana była z dalszą jazdą pociągiem na Krym. Do Lwowa dojechaliśmy częściowo pociągiem, autobusem, busem i na piechotę. Spędziliśmy tam noc na dworcu i pojechaliśmy dalej. Później odwiedzaliśmy to miasto jeszcze kilkukrotnie. Tym razem postanowiliśmy do Lwowa… polecieć. Najbliższe lotnisko mamy w Radomiu więc pomimo różnych żartów, których internet był pełen zdecydowaliśmy się na ten krok. Z Radomia linia lotnicza Sprint Air aktualnie lata w trzech kierunkach – Gdańsk, Praga i właśnie Lwów. Zarezerwowaliśmy bilety i zaczęliśmy planowanie wyjazdu. Terminy lotów są dogodne: wylatujemy w czwartek po południu, a wracamy w niedzielę wczesnym wieczorem. Swoją drogą wracając cofamy się w czasie, bo wylatujemy o 18.30, a lądujemy około 18.15 (ach ta zmiana czasu:)). Droga z Kielc na lotnisko zajmuje niewiele ponad godzinę, a po zakończeniu remontów dróg na trasie powinna zejść poniżej godziny. Na lotnisko pojechaliśmy samochodem i pierwsza niespodzianka dla Was jest taka, że parking przed lotniskiem jest darmowy!

Na Ukrainę jeździłem już różnymi sposobami. Każdy ma swój urok, ale jeżeli zależy Wam na czasie to samolot wydaje się najszybszy (45 minut lotu), względnie niedrogi (od 149 zł/osobę) i z najmniejszymi problemami na granicy. Wróćmy jednak na lotnisko.

Port lotniczy Radom jest nieduży, ale dzięki temu, że jest jeszcze mało popularny nie ma tutaj tłumów, kolejek i czekania, co dla mnie jako pasażera jest całkiem dobrym powodem do wybierania go. Zdaliśmy bagaże (12 kg na osobę), przeszliśmy przez kontrolę bezpieczeństwa oraz celną i udaliśmy się autobusem do samolotu. Maszyna jest niewielka. W sumie po tym jak leciało się największym samolotem świata (Airbus A380) to inne zawsze będą niewielkie. Do Lwowa lata samolot turbośmigłowy Saab 340, na którego pokład mieści się niewiele ponad 30 osób. Maszyna ta leci na niższym pułapie niż odrzutowce i z nieco mniejszą prędkością, ale cały lot trwa mniej niż godzinę. Podróż oceniam jako komfortową. W połowie drogi otrzymaliśmy poczęstunek w postaci Prince Polo i wody mineralnej. Po podróżowaniu tanimi liniami było to bardzo miłe zaskoczenie. Kiedy już wylądujecie warto odpowiedzieć sobie na kilka pytań:

 

 

 

 

 

 

 

 

Jak się poruszać?

Pomimo pozornego chaosu komunikacja w Lwowie jest rozbudowana i całkiem dobrze działająca. Z lotniska dostaniemy się do centrum np. trolejbusem numer 9. Jeździ co kilkanaście minut, a bilet kupujemy u kierowcy. Kosztuje on całe dwie hrywny (około 30-35 groszy). Do dyspozycji są też marszrutki i taksówki. W przypadku tych drugich nalepiej przed wejściem do samochodu umówić się na kwotę za jaką będziecie jechać. Taksówka powinna kosztować około 70 hrywien.

W samym centrum sprawnie można się poruszać na nogach, ale kiedy zajdziecie za daleko to możecie złapać tramwaj. We Lwowie wjeżdżają one nawet na Rynek.

Jeżeli chcecie pozwiedzać „na szybko” to dobrą opcją jest „ciuchcia” jeżdżąca po mieście (75 hrywien za godzinną przejażdżkę), retro samochody (100 hrywien za godzinę) lub karetę. Pierwszą opcję polecam Wam serdecznie. Ciuchcia wyjeżdża poza Rynek, a ze słuchawek możemy posłuchać po polsku ciekawostek o Lwowie.

 

 

 

 

Gdzie mieszkać?

To chyba najmniejszy problem we Lwowie. Na portalach z hotelami czy na Airbnb znajdziecie sporo mieszkań do wynajęcia. W ofercie są także hostele i hotele, ale moim zdaniem mieszkania do wynajęcia mają najwięcej uroku. Często znajdują się w starych kamienicach w samym centrum. Podczas mojego wyjazdu mieszkaliśmy przy ul. Piotra Doroszenki 19 – mniej niż 10 minut od Rynku na piechotę 🙂

 

 

 

 

Co zobaczyć?

Podobno 50% zabytków Ukrainy znajduje się we Lwowie. Na każdym kroku możecie tutaj znaleźć miejsca znane, ciekawe czy po prostu piękne. Jeżeli wybieracie się tu pierwszy raz to zdecydowanie musicie odwiedzić Stare Miasto, jego Rynek i znajdujące się tam kościoły.  Żeby spojrzeć na temat z góry warto odwiedzić wieżę ratuszową (64 m). Niech Was jednak nie zmyli winda mijana po drodze do wieży – na sam szczyt musicie wejść o własnych siłach po drewnianych schodach. Polecam zobaczyć także Pałac Potockich.Warto wybrać się także na kopiec Unii Lubelskiej i cmentarz Łyczakowski oraz Orląt Lwowskich. Jeżeli chodzi o miejsca mniej znane to wpiszcie na listę Lwowską Manufakturę Czekolady, Muzeum Piwowarstwa, targ książek i dworzec kolejowy. Idźcie też koniecznie, na któryś z bazarów. W centrum znajdziecie jeden naprzeciwko pomnika króla Daniło, Jeden tuż za Operą, a kolejny przy dworcu kolejowym.

 

 

 

 

 

 

 

 

Co zjeść?

Aktualnie we Lwowie możecie zjeść dania kuchni z całego świata. Da się jednak nadal skosztować różnych ciekawych dań. Poszukajcie czeburieków, znajdźcie pierożki (nie, nie te nasze), zjedzcie raka czy też wareniki (to też są pierogi). Napijcie się lokalnego piwa, a na rynku spróbujcie „Pijanej Wiśni” (południowo-wschodni narożnik). Jeżeli nigdy nie piliście kwasu chlebowego to koniecznie dodajcie ten punkt do listy.Podczas zwiedzania Lwowa warto po prostu pokręcić się po małych uliczkach okalających Rynek – ich urok na pewno Was zachwyci, a ciekawe lokale same „staną” przed Waszymi oczami. Znajdziecie tu kuchnie, które w Polsce nadal są jeszcze egzotyczne – armeńską, azerską, gruzińską i wiele innych. Podobno warto wybrać się do Restauracji Baczewskiego. Nam dane nie było – rezerwacje na 3 dni do przodu. Zajrzeliśmy za to do sklepiku przy restauracji i wyposażyliśmy się w nalewki 🙂

 

 

 

 

 

 

 

 

Coś na koniec

Lwów się zmienia, ale ma nadal swój charakter. Jeżeli dobrze poszukacie znajdziecie babuszki sprzedające robione przez siebie pierożki, rolników oferujących własne warzywa czy polskie ślady na przedwojennych kamienicach. Jest to miasto coraz bardziej turystyczne, ale dla mnie ma w sobie to „coś”. Jakby nie patrzeć to w 1/8 jestem Lwowiakiem – mój pradziadek tam się urodził. Jeżeli jeszcze nie byliście w tym wyjątkowym mieście to odwiedźcie je koniecznie! 

Czujecie niedosyt? Bardzo dobrze 🙂 Wkrótce osobne wpisy o niektórych atrakcjach i miejscach, które odwiedziliśmy 🙂

 

Tekst powstał przy współpracy z liniami lotniczymi Sprint Air