Nie tylko giganty – Chata Wędrowca

Piękno przyrody, względna cisza i spokój, wędrówki po lesie i naleśnik gigant. To niektóre rzeczy, po które warto się wybrać w Bieszczady. Po ostatnią pozycję z listy zajrzyjcie do Chaty Wędrowca. My tak zrobiliśmy, ale tym razem spróbowaliśmy także innych pozycji z karty.

O tym czym jest naleśnik gigant przeczytacie w tekście. Uprzedzając pytanie nie jest to efekt jeden wizyty, a weekendu w Bieszczadach. Swoją drogą po zjedzeniu naleśnika giganta z jagodami ja wcisnąć już nie daję rady więcej. Plus taki, że można wziąć wersję małą, ale i tej nie wszyscy daj radę.

Chata Wędrowca stała się miejscem kultowym i praktycznie zawsze w sezonie są tam goście. Miejsca znajdziecie w środku, na zewnątrz i na zabudowanym tarasie. Jeżeli przyjedziecie i będzie trzeba poczekać na swój stolik to nie zastanawiajcie się tylko czekajcie.

Tym razem postanowiliśmy przetestować dania z karty. Jest ona całkiem spora. Spróbowaliśmy m.in. zupy Baraninówki (21 zł), maczanki serowej (27 zł), sera smażonego (26 zł), polędwiczek w kremowym sosie (33 zł), placuszki z gulaszem (31 zł) oraz gulasz z daniela z kopytkami.

Zacznę od rzeczy które zjadłem od początku do końca bo były moje, innych tylko spróbowałem. Zupa Baraninówka podawana w sporej misie jest gęsta i sycąca. W smaku wyczuwalne są aromaty rozmarynu i kminu, które pasują do mięsa idealnie. Zupa jest lekko pikantna, ale bardzo sycąca i smakowita. Drugim daniem, które jadłem był gulasz z daniela z kopytkami. Powiem jednym słowem pyszne. Gulasz smaczny, mięso miękkie, a te kopytka po prostu rewelacyjne. Przysmażone i chrupiące na wierzchu i miękkie w środku.

Smażony ser jak i polędwiczki smaczne. Jedne podane z frytkami, a drugie z zieniakami. Do obu dań pojawiły się również warzywa. Ciekawostką była również maczanka serowa. Była smaczna, scharakteryzował by ją jako danie do maczania 🙂 Nazwa więc pasuje idealnie. Delikatnie serowa, ale sycąca. Na koniec gulasz z placuszkami. W głowie pojawił się od razu placki ziemniaczane, ale to nie były one. W Tatrach nazywają się moskole, a w Bieszczadach jeżeli się nie mylę to proziaki – pasują do gulaszu idealnie.

Dani w Chacie Wędrowca są smaczne, sycące i przyrządzane w oparciu o sezonowe i lokalne składniki. Do tego wszystkie mają Kofolę laną z beczki więc mi więcej nie potrzeba 🙂

Odwiedźcie koniecznie! 🙂