Po zbóju… znowu

Czy wśród wielu kuchni świata nie macie czasem ochoty spróbować czegoś naszego? Mi się zdarza. Jak wiemy jakość tej „polskiej kuchni” bywa skrajnie różna. Możemy w szybki sposób z kulinarnego raju znaleźć się w gastronomicznym hadesie. Korzystając z kolejnej wizyty w Zakopanem postanowiłem odwiedzić ponownie Karczmę po zbóju.

Relację z poprzedniej wizyty w tym znajdującym się na Krupówkach lokalu znajdziecie tutaj.

Tym razem, biorąc pod uwagę poprzednie doświadczenia postanowiłem nie zamawiać zbyt wielu rzeczy. W planie miałem się jeszcze ruszać tego dnia, a możliwości lokalu poznałem podczas pierwszej wizyty. Zamówiliśmy więc półmisek regionalny, kaszankę z kapustą i zupę rydzową.

Tym razem do lokalu udaliśmy się w godzinach przedpołudniowych więc nie było tam prawie nikogo. Zajęliśmy miejsca w „ogródku”. Półmisek regionalny już opisywałem. Składają się na niego trzy rzeczy – grillowany oscypek z żurawiną, moskol z bryndzą i placek chlebowy z masłem czosnkowym. Smaczne i sycące.

Kaszanka zwana polskim kawiorem przez jednych jest wielbiona, a innym nie przejdzie przez usta. Ja lubię bardzo, a w połączeniu z kapustą smakowała całkiem ciekawie. Podobnie sytuacja miała się z zupą. Najczęściej jeśli mówimy o zupie grzybowej to mamy na myśli pieczarkową lub taką z grzybów leśnych (prawdziwki, podgrzybki, etc.). W tym przypadku ta zrobiona z rydzów była bardzo smaczna. Oprócz grzybów znajdowały się w niej kluseczki.

Abstrahując od lokalizacji miejsca (Krupówki) to jego wystrój i smak dań są interesujące. Będę tam zaglądał przy okazji pobytu w Zakopanem (chyba, że znajdę miejsce, które będzie lepsze;))

po zbóju 2 po zbóju 2 po zbóju 2 po zbóju 2