Poutine czyli co?

Streetfoodu na świecie jest sporo. Jadłem już sporo, ale to kropla w oceanie smaków. Niedawno znalazłem informację o nowym, ciekawym daniu, którego postanowiłem spróbować, a że serwowane jest również w Krakowie to szybko nadarzyła się okazja. Tym sposobem odwiedziliśmy Antler Poutine&Burger.

W lokalu tym możecie zjeść zasadniczo dwie rzeczy – burgery i poutine. Będąc w nim spróbowałem obu tych potraw. Zacznijmy jednak od tego czym jest Poutine? Głównym jego składnikiem są frytki. Frytki lubię, ale w ciekawsze postaci niż same z keczupem w Kielcach o nie ciężko. O innej niż poutine wersji, ale równie ciekawej (a może i ciekawszej? ;)) możecie przeczytać w tekście o Fry Day w Poznaniu.

Poutine oprócz frytek składa się z sosu pieczeniowego i sera. Jeżeli w składzie jest ser (chedar) to dla mnie zawsze dobrze wróży (no chyba, że to seropodobny twór, wtedy nie do końca). Danie to pochodzi z Kanady i jak też pisze w lokalu sprawdza się idealnie na kaca. Powstało w prowincji Quebec w połowie XX wieku.

Jako, że w lokalu nie było wolnych miejsc (w sumie weekend i godziny obiadowe) to zdecydowaliśmy się na stolik na zewnątrz co okazało się bardzo dobrą decyzją.Na nasz stolik najpierw trafiło Poutine (duża porcja 300 g – 10 zł). Estetyczne pudełko, a w nim samo dobro. Grybe frytki i esencjonalny sos pieczeniowy pasowały idealnie. Dołożony do tego ser spinał wszystko w całość. Danie było bardzo sycące.

Jeżeli chodzi o burgery to zamówiliśmy dwa. Jeden mały z wędzonym serem i żurawiną (Edmonton – wołowina (120 g), ser wędzony, żurawina, cebula czerwona, sałata, majonez – 12 zł), a drugi w smaku włoski (Montreal – wołowina (200 g), ser pleśniowy, suszone pomidory, rukola, pesto bazyliowe, sałata, majonez – 22 zł). Oba burgery były smaczne. Jeżeli jesteście przyzwyczajeni do burgerów typu tower (wieża), które od ilości składników rosną w górę i nie mieszczą się do buzi to tutaj możecie być miło zaskoczeni bo burgery są rozbudowane, ale w bok przez co ich jedzenie jest bardzo wygodne. Dzięki temu trudno także zostawić sobie coś na później na bluzie czy spodniach.

Poutine może wizualnie nie jest mistrzostwem świata, ale smakuje wybornie. Jeżeli lubicie poznawać nowe smaki (a wiem, że tak jest ;)) to widząc gdzieś poutine na świecie (lub widząc Antlera w Krakowie;)) zajrzyjcie i przetestujcie. Ja testowałem w stanie pełnej świadomości, ale ciekaw jestem efektów po nocy z % 🙂