Smak na Poziomie?

Wybierałem się do tego miejsca już jakiś czas. Znajduje się u podnóży zamku w Chęcinach, a promuje się smacznymi daniami, nietypowymi składnikami i ideą Slow Food. Dzisiaj kilka słów o wizycie w Poziomie Smaku.

Sam lokal znajduje się przy parkingu pod zamkiem w Chęcinach. Położony jest na południowym stoku Góry Zamkowej. Jest to niewielki domek zbudowany w tym roku. Miejsca do siedzenia znajdziemy w środku i na zewnątrz. Na dworze możemy także skorzystać z leżaków. Pierwsze moje wrażenie jest takie, że miejsc jest zdecydowanie za mało. Bardzo mało dań dostosowane jest do jedzenia na stojąco, a zamawiając obiad i dostając go na ładnym, łupkowym talerzu jednak chętnie byśmy usiedli.

W środku mamy miks stylowy. Z jednej strony karczma/chata, ale z drugiej detale, które pokazują styl lokalu. Dużo produktów, które możemy kupić na wynos. Na środku bar gdzie możemy zamówić dania z menu napisanego na ścianie i napoje (kilka ciekawostek takich jak lemoniada pokrzywowa czy z głogu).

Zdecydowałem się na curry z kuskusem (12 zł), pieczone ziemniaki z kurkami (15 zł) i pulled pork w bułce (15 zł). Zdecydowałem się na te dania bo wydawały się odpowiednie w porównaniu ceny do jakości. Nie zawiodłem się. Wszystkie dania były ładnie zaserwowane i smaczne. Najbardziej smakowała mi chrupiąca bułka z szarpaną wieprzowiną i ogórkiem małosolnym – niebo w gębie. Wspomniane ziemniaki z kurkami również były dobre. Nie wiedziałem jakiego rozmiaru porcji się spodziewać, ale to co zostało zaserwowane było w porządku. Na naszym stole pojawił się także stek z łososia i filet z kurczaka. Oba dania wyglądały intrygując, ale spróbujemy ich pewnie następnym razem.

Za co +?

Wystrój lokalu jest ciekawy, na ścianach sporo produktów regionalnych, które możemy kupić. Na zewnątrz leżaki co zachęca do odpoczynku. Dobra lokalizacja tuż przy zamku i z ładnym widokiem na okolicę. Ciekawa także była karta dań (różnorodna i wykorzystująca składniki sezonowe i lokalne). Dobre połączenie talerzy z łupka z umiejętnościami kucharzy. Spory plus za wybór piw i lemoniad, które w smaku mi nie przypadły do gustu, ale spróbowałem i jestem bogatszy o to doświadczenie.

Za co-?

Dla mnie minusem był spory czas oczekiwania. Nie na jedzenie bo tutaj rozumiem ideę Slow Food i problemów nie mam, ale proces zamówienia trwał bardzo długo. Może to kwestia Slow Service, a może podejścia bo ja nie czułem się przez obsługę obsłużony dobrze. Minusem dla mnie jest też to, że płacimy za danie nie mało (dania główne w granicach 30-40 zł) i musimy nasłuchiwać numerka tak jak w barze mlecznym. Minusem jest też bardzo mało miejsc siedzących, przy których można zjeść obiad (leżaków do takich nie wliczam).

Przemyślenia

Od razu po wejściu zastanawiałem się dlaczego, ktoś budując od podstaw lokal zaplanował tak mało miejsc siedzących. W głównej (i jedynej) sali znajdowało się ich kilkanaście, a tak jak pisałem nie każde danie pasuje do jedzenia go na leżaku. Nie wiem też jak w tak małym wnętrzu lokal poradzi sobie w ziemie (jeżeli w ogóle będzie otwarty). Popieram ideę Slow Foodu, a wykorzystanie dodatków, które rosną tuż obok bardzo mi się podoba. Jest bardzo duża szansa, że lokal jeszcze odwiedzę po drodze gdzieś dalej.

DSC_3025 DSC_3027-01 DSC_3028 DSC_3029 DSC_3030DSC_3033DSC_3035-01DSC_3040DSC_3046DSC_3073DSC_3031DSC_3032