Warszawa na weekend

Dawno, dawno temu… bywałem w Warszawie czasem i co kilka dni. Aktualnie nie bywam aż tak często ale wizyty mi się zdarzają. Większość z nich ma przyczyny biznesowe lub konferencyjne, ale czasem zdarza mi się pojechać tak po prostu. Dzisiaj tekst o ostatnim takim wyjeździe jako inspiracji do odwiedzin w naszej stolicy.

Warszawa jest duża, życie płynie tu szybko i nie jestem pewien czy chciałbym tu mieszkać na co dzień. Ma jednak sporo aspektów, które podczas weekendowych odwiedzin potrafią zapaść w pamięć. Tym razem chcieliśmy spędzić weekend w centrum. Od kilku miesięcy  zastanawiałem się jakie widoki są z pokoi hotelowych położonych na najwyższych piętrach wieżowców w centrum. Dzięki grupie Accor nadarzyła się okazja, żeby to sprawdzić. Zarezerwowaliśmy pokój na najwyższym (31) piętrze w hotelu Novotel Warszawa Centrum (dawniej hotel Forum). Mój tekst o Warszawie znajdziecie w Magazynie Accor Hotels, a poniżej kilka słów o ostatnim wyjeździe.

Od razu po przyjeździe postanowiliśmy udać się na Stare Miasto. Zuzia nigdy w Warszawie nie była z nami więc zobaczenie Zygmunta, zamku czy Syrenki zrobiło wrażenie. Szybka kolacja i wróciliśmy do hotelu. Pooglądaliśmy nocną Warszawę z wysokości i poszliśmy spać.

 

 

 

 

Prognoza pogody nie wróżyła zbyt dobrze, ale byliśmy dobrej myśli. Dzień zaczęliśmy od wizyty w Centrum Nauki Kopernik. O miejscu tym można by napisać osobne teksty. Słyszałem o nim sporo opinii. Z jednej strony, że miejsce to jest rewelacyjne, a z drugiej, że przereklamowane. Po wizycie skłaniam się bardziej do pierwszej grupy. Różnorodne ekspozycje, a na nich sporo eksperymentów i wyjaśnienie wielu zjawisk, których doświadczamy w codziennym życiu. Niektóre eksponaty nie działały, ale przy tak wielkiej ilości gości niemożliwe jest dopilnowanie wszystkich (na szczęście tych niedziałających było tylko kilka co przy kilkuset było prawie niezauważalne). Pomimo tego, że miejsce jest dedykowane dzieciom i Zuzia bawiła się dobrze to jak się łatwo domyślić dorosłym też się spodoba. Jedynym minusem jest ogromna ilość ludzi, ale na szczęście samo centrum do małych nie należy. Po zwiedzeniu ekspozycji warto wybrać się na dach budynku, gdzie wśród różnorodnych gatunków roślin możemy obejrzeć zarówno Wisłę, Stadion Narodowy jak i w dali Pałac Kultury i inne wieżowce w centrum. Będąc na dachu zauważyliśmy obok dziwny budynek. Jak się później okazało była to Biblioteka Uniwersytetu Warszawskiego. Był on ciekawy, ale najciekawsza rzecz kryła się na jego dachu. Jeżeli będziecie w okolicy to zajrzyjcie koniecznie bo ogrody robią wrażenie.

 

 

 

 

 

 

 

 

Delikatnie zgłodnieliśmy więc postanowiliśmy znaleźć coś smacznego. Tutaj kolejny plus Warszawy się pojawił – eventy streetfoodowe. To właśnie w stolicy w tym temacie cały czas coś się dzieje. Mieliśmy szczęście, że akurat tego dnia odbywał się największy zlot foodtrucków na Stadionie Narodowym (ponad 100 samochodów). Przy lejącym deszczu udaliśmy się na drugą stronę Wisły. Pojedliśmy konkretnie – wybór był ogromny, a ilość foodtrucków oraz lejący deszcz sprawiły, że w ogóle nie było kolejek. Najedzenie poszliśmy na spacer ze znajomymi i małe zakupy. W związku z tym, że deszcz lał strasznie postanowiliśmy przetestować saunę hotelową. Ja lubię tego typu atrakcje, a widok z saunowego okna mieszczącego się również na 31 piętrze hotelu ( tak jak nasz pokój) robił wrażenie. Wieczorem deszcz przestał padać.

 

 

 

 

Kolejnego dnia gofry zmotywowały mnie do wstania wcześniej i udania się na śniadanie. Lubię Novotele za to, że mogę sam zrobić sobie gofra, a potem nałożyć na niego co tylko mi się podoba ( i nie jest to dżem:)). Po śniadaniu nie mieliśmy łatwego zadania ponieważ deszcz nadal padał. Zdecydowaliśmy się na dwa muzea, a jak się później okazało tylko na jedno.

 

 

 

 

Pierwszym miejscem, które postanowiliśmy odwiedzić Muzeum Warszawskiej Pragi. Bardzo ciekawe miejsce pokazujące historię wschodniej części Warszawy, która przez wielu jest pomijana. Interesująca ekspozycja, która potrafi wciągnąć. Kolejnym punktem był obiad – tutaj wybór był prosty – Shipudei Berek – jedna z moich ulubionych warszawskich restauracji. W planie mieliśmy także Muzeum Powstania, ale z racji tego, że w niedzielę jest darmowe to kolejka sięgała około stu metrów, a na to nie mieliśmy ochoty. Ja w tym muzeum byłem już 10 razy, ale chcieliśmy pokazać Zuzi. Nie tym razem. W drodze powrotnej zakupy w Ikea i do domu.

 

 

 

 

Pomimo nie ładnej pogody weekend bardzo udany. W Warszawie życie płynie zupełnie inaczej i czasem warto go zasmakować! 🙂

Wpis powstał we współpracy z Accor Hotels