Weekend w Cieszynie

W Cieszynie byłem już kilka razy, ale nigdy wcześniej nie było czasu, aby poznać go bardziej. Tym razem stał się on naszą bazą wypadową więc mogliśmy poświęcić mu więcej czasu.

Stanęliśmy przed wyborem czy przyjechać w sobotę i w niedzielę wrócić czy zacząć już w piątek i zwiedzić więcej. Wybraliśmy tą drugą opcję. Z Kielc do Cieszyna jedzie się niecałe 3 godziny. Wyruszyliśmy po obiedzie.

 

 

 

 

Pierwszego dnia mieliśmy w planie zwiedzanie browaru zamkowego w Cieszynie. Udało nam się zdążyć na czas, a o samym browarze i naszym wrażenia przeczytacie w tekście. Miejsce to można zwiedzać z przewodnikiem, a wycieczki odbywają się w piątki (jedno wejście) i w soboty (dwa wejścia). Nam trafiła się prywatna wycieczka, bo nikt inny nie stawił się na zwiedzanie. Po obejrzeniu wszystkiego zaopatrzyliśmy się w lokalne piwo i wróciliśmy do hotelu. Zatrzymaliśmy się w hotelu Mercure Cieszyn. Znajduje się on około 5 minut jazdy samochodem od centrum. Był on inny niż Mercure, które znaliśmy do tej pory, ale trzymał poziom sieci. Duży pokój, pyszne śniadanie i coś co ucieszyło najmłodszą część naszej wycieczki – pokój zabaw. Ciekawą opcją było też wypożyczenie roweru, ale tym razem, z racji krótkiego pobytu z niej nie skorzystaliśmy.

 

 

 

 

Sobotę rozpoczęliśmy od śniadania. Strasznie lubię hotelowe śniadania, zwłaszcza takie na poziomie. Te w hotelach Mercure przypadły mi do gustu już jakiś czas temu. Pierwszym naszym celem było wzgórze zamkowe w Cieszynie i Rynek. Zaparkowaliśmy samochód niedaleko browaru i poszliśmy zwiedzać. Samo wzgórze oprócz zabytków (w tym romańskiej rotundy znajdującej się na banknocie 20 zł) jest też miejscem występowania wielu gatunków ptaków. Udaliśmy się na punkt widokowy oraz weszliśmy na szczyt wieży skąd widok rozpościerał się jeszcze lepszy. Następnie udaliśmy się na Rynek. Był bardzo ładny, małomiasteczkowy. Kolejnym miejscem, które odwiedziliśmy była Cieszyńska Wenecja – ulica zbudowana nad niewielkim kanałem oraz Studnia Trzech Braci. Stare miasto jest bardzo ładne, ma swój urok. Jest to jedno z nielicznych miast granicznych, które po polskiej stronie wygląda zdecydowanie lepiej (wręcz przeciwnie niż Zgorzelec-Gorlitz czy Frankfurt nad Odrą-Słubice).

 

 

 

 

 

 

 

 

Po jedzeniu ciastka (no może kilku) postanowiliśmy udać się dalej. W planie mieliśmy odwiedziny w browarze Radegast położonym około 30 minut jazdy od Cieszyna. O samym browarze możecie przeczytać tutaj. Wycieczka była bardzo udana więc wracając zgłodnieliśmy. Postanowiliśmy zjeść obiad, a właściwie kolację w restauracji, o której słyszeliśmy wiele dobrego. Nazywa się Rybi Dum i jak można się domyślić serwuje przepyszne ryby. Znajduje się ona po czeskiej stronie, kilka kilometrów na południe od Cieszyna. Jest to miejsce, które oprócz serwowania dań z ryb posiada także swoją hodowlę,noclegi dla gości i akwaria, które spodobają się najmłodszym. O Rybim Domu przeczytacie tutaj. Po powrocie do hotelu czekała nas jeszcze wizyta w pokoju zabaw i odpoczynek.

 

 

 

 

Kolejne pyszne śniadanie i dość wcześnie wyruszyliśmy w drogę. Kierowaliśmy się powoli w stronę domu. Powoli znaczy wyruszyliśmy w stronę przeciwną niż Kielce, aby jeszcze chwile powłóczyć się po Czechach. Naszym pierwszym celem był krzywy kościół w Karvinie. O budowli i jej niesamowitej historii poczytać możecie tutaj. Później wizyta w Pałacu Frysztat, a właściwie w parku otaczającym go. Zostały nam tylko zakupy i wyruszyliśmy w drogę powrotną. Całkowicie przypadkiem niedaleko sklepu znaleźliśmy stoisko z langoszami i drugie z serkami beskidzkimi.

 

 

 

 

„Granicę” przekroczyliśmy jakąś dziwną lokalną drogą, ale już po kilu godzinach byliśmy w Kielcach. Jeżeli szukacie pomysłu na weekend to rozważcie Cieszyn. Samo miasto, jak i okolica potrafią zaskoczyć, a bliskość Czech dodaje wyprawie jeszcze więcej smaczku.