Piwniczne jedzenie

Pisałem już Wam kiedyś, że są w Kielcach lokale, które pomimo, że na naszym gastronomicznym rynku są już chwilę to jeszcze nie miałem okazji ich odwiedzić. Często zdarzało się, że zaglądałem tylko na chwilę lub w ogóle nie było okazji zajrzeć. Tak było i w tym przypadku. Po kilku miesiącach postanowiłem jednak to zmienić.

Lokal o którym mowa znajduje się przy ul. Leonarda i mieści się na dwóch poziomach – poziom ulicy i piwnica. Nazywa się „Piwnica” więc w sumie głupio jeżeli by pod ziemią nie miał nawet kawałka ;). Zajęliśmy miejsce na poziomie ulicy. Do dyspozycji gości było krzesełko dla dzieci, z którego chętnie skorzystaliśmy. Byliśmy umiarkowanie głodni więc w naszym zamówieniu znalazł się żurek staropolski (9 zł), przysmaki z piwnicy (16 zł), burger firmowy L (20 zł), burger english L (24 zł), dwa grane piwa i sok jabłkowy. Jeżeli dobrze pamiętam to za całość zapłaciłem około 80 zł.

Zaczęliśmy od przystawek, które jak się okazało mogły by być spokojnie daniami głównymi. Żurek staropolski smakował mi bardzo, treściwy i smaczny. Po zjedzeniu go miejsce w brzuchu bardzo drastycznie się skurczyło. Przysmaki z piwnicy jest to zestaw kilku produktów takich jak krążki cebulowe, jalapeno z serem, śliwka w boczku czy stripsy z kurczaka. Całkiem zadowalający był rozmiar tej „przekąski”, ale niestety chwilę za długo siedziała w frytkownicy (zwłaszcza stripsy) co dało się odczuć. Niektóre kawałki były suche, a inne w kolorze mocno „opalonym”. Jeżeli by odjąć te kilkanaście sekund smażenia o całkiem fajna przystawka zwłaszcza do piwka. Jak już jesteśmy przy piwku to napiszę, że jeszcze go nie dostaliśmy i przechodzę płynnie do burgerów.

Zdecydowaliśmy się na bułkę ciemną (wieloziarnistą) wg karty wypiekaną na miejscu. Była smaczna i chrupiąca, ale bardzo sycąca. Burger był pełen składników. Podobała mi się ich forma. Nie był to plasterek ogórka czy innego warzywa, ale wycięte z nich wstążki. Niestety pomimo tego, że mięso w smaku było w porządku, a jego porcja (200 g) w zupełności wystarczająca to niestety było przesmażone. Rozumiem, że nie każdy lubi lekko różowe, ale to było well well done. Do każdego burgera dobieramy sobie dodatek (my wybraliśmy do jednego frytki, a do drugiego ćwiartki ziemniaczane) i sos. Te akurat są ciekawe bo jest np. bazyliowy, rosyjski czy miodowy. Niestety burgerom nie daliśmy rady do końca. Chyba przeceniliśmy swoje możliwości. Warto wspomnieć, że pod koniec burgerów przyszło nasze grzane piwo. Było smaczne i takie jak lubię – ktoś wiedział co robi, a nie było to tylko piwo podgrzane w mikrofali z sokiem Aro. Minus za czas oczekiwania i argument, że kuchnia musiała coś innego zrobić i dlatego tak długo.

Ogólnie moje wrażenia są złe i dobre. Z jednej strony super żurek i burgery wizualnie zachęcające do pochłonięcia w całości, ale z drugiej detale takie jak długie czekanie na piwo, przesmażone mięso czy przeciągnięte stripsy. Myślę, że dam temu miejscu drugą szansę i sprawdzę jeszcze kiedyś czy moja wizyta była splotem nieszczęśliwych wypadków czy też nie 🙂