Tuż po otwarciu lokalu Ginger w Galerii Korona odwiedziłem go. Jako jeden z pierwszych trzech w Kielcach serwował burgery i szło mu to nie najgorzej. Dawno go nie odwiedzałem więc postanowiłem odświeżyć opinię. Udaliśmy się do Galerii i zajęliśmy miejsca w ogródku.

Na starcie problem ogródków, który ostatnio coraz mocniej odczuwam to wszechobecny dym. Nie można siąść na powietrzu bo przecież zjedzenie obiadu bez papierosa się nie liczy. Zamówiliśmy dwa rodzaje burgerów, quesadillę i nadziewaną tortillę, a do tego napoje.

Burgery kosztują po 19 zł, quesadilla i tortilla niecałe 10 zł każda. Zacznę od burgerów. Ogólnie nie są złe, a jedną rzeczą, którą się wyróżniają jest bułka. Kiedyś była pieczona na miejscu. Jest lekko słodka, maślana i chrupiąca. Reszta dodatków jak i samo mięso jest poprawne. Niestety nikt nie spytał o stopień wypieczenia mięsa. Było dobrze wysmażone, ale zdarzały się niewielkie różowe kawałki.

Ja będąc już najedzony zrezygnowałem z burgera na korzyść czegoś lżejszego w cenie i smaku. W karcie wynalazłem sobie quesadillę. Wybrałem taką wege z serem i pomidorami. Na talerzu towarzyszyła jej sałata i sos czosnkowy. Kosztowała 9 zł. Z przykrością stwierdzam, że mnie nie urzekła. Była poprawna, ale z jednej strony zacząłem kalkulować sobie w głowie cenę składników (proces taki u mnie występuje jeżeli danie nie jest rewelacyjne), a z drugiej wspólnie doszliśmy do wniosku, że sam robię lepsze. Dobrze, że nie zdecydowałem się na inną quesadillę bo gdybym zapłacił za nią 15 zł (a takie ceny widniały) to byłbym mocno niezadowolony. Drugim wcieleniem tortilli była taka nadziana szpinakiem i kurczakiem. Jej również towarzyszyła sałata i sos czosnkowy. Była niezła, ale najeść się za bardzo nie dało. Plus spory za sos, który był smaczny.

Ogólnie lokal nie należy do najtańszych. Z ciekawostek codziennie serwowany jest zestaw dnia w dobrej cenie, na który na pewno się kiedyś wybiorę.

ginger ginger ginger ginger