Kielce pizzą stoją. Nie ma chyba miesiąca, żeby nie otworzyła się jakaś nowa pizzeria. Odpowiada to ogólnopolskiemu trendowi, który potwierdza, że najczęściej, jedząc poza domem sięgamy właśnie po pizzę, ale cą chyba jakieś granice.
Tekst ten powstał jako zbiór przemyśleń po weekendowym spacerze. Trasa standardowa jak na Kielce – Sienkiewicza od góry, następnie Staszica i Park. Pokonując tę trasę w głowie pojawiła się myśl – Zjadło by się coś… Ci co mnie znają wiedzą, że myśl ta u mnie nie jest rzadko spotykana. Tym razem jednak miałem ochotę na coś co kupię, poczekam chwilę, dostanę i pójdę.
Nie miałem ochoty na pizzę, czy siedzenie w restauracji. Chciałem coś dostać i pójść. Wróćcie teraz w głowie do wspomnianej już trasy spaceru i pomyślcie o tym, że możecie zjeść. Na całej długości, spaceru, który dla wielu jest jedyną trasą jaką pokonują po mieście znalazło się całe 6! lokali, które oferowały jedzenie “do ręki. Z czego dwa były to kebaby, a pozostałe 4 szeroko rozumiane budki z frytkami i innymi rzeczami, o różnej jakości.
To jeszcze nie koniec analizy. Jedynym lokalem, w którym była nadzieja były ZapieCKanki, które po przyjściu do lokalu okazały się zamknięte z powodu remontu. We wspomnianych 4 “budkach” z frytkami w jednej frytki się niestety skończyły. Warto dodać, że w każdym z tych lokali kolejka nie schodziła poniżej 10-15 osób.
I tu pojawia się pytanie. Dlaczego na naszym rynku gastronomicznym nie powstaną lokale oferujące wsparcie dla ludzi chcących pospacerować? Zjadłbym burgera, frytki, zapiekankę, placka ziemniaczanego, kiełbaskę langosza i pewnie wiele innych rzeczy ale niestety nie mam gdzie.
Teraz podpowiedź dla wszystkich planujących otwarcie kolejnej pizzerii. Jeżeli zafiksowaliście się na ten typ działalności to otwórzcie tę pizzerię, ale zróbcie to w centrum i sprzedawajcie pizzę na kawałki. Niech ludzie podejdą i zapłacą te 4 zł za kawałek i będą zadowoleni.
Mówi się, że centrum umiera, ale to nie do końca jest prawda. Pokazują to ciepłe, letnie weekendy, gdzie ludzi spacerujących jest bardzo dużo, ale jeżeli miałbym stać w kolejce po loda czy słabe frytki 30 minut to prędzej czy później sam bym odpuścił.