Ceny warzyw i owoców rosną, a często nie idzie to w parze z ich jakością. Zastanawialiście się kiedyś, skąd pochodzą produkty, które spożywacie? Jak są do Was przewożone, czym pryskane i jak konserwowane? A co jeżeli bym Wam powiedział, że możecie zbierać owoce i warzywa prosto z pola?

Idea

Idea zapewne nie jest nowa, a w innych krajach bardzo popularna. Do świętokrzyskiego dotarła niedawno. Pokrótce polega ona na tym, że rolnicy i sadownicy dają możliwość tzw. samozbioru czyli wpuszczają na swoje pola i do sadów ludzi, którzy mogą sami zebrać plony i zapłacić za nie atrakcyjną cenę.

W tej sytuacji mamy do czynienia ze strategią, w której obie strony wygrywają. Rolnik ma zbyt na swoje towary i nie musi poświęcać czasu na ich sprzedaż. Nie zatrudnia pracowników do zbioru, dzięki czemu może zaoferować dobrą cenę. Nie musi także jeździć do skupu, który często oferuje niskie ceny, ani np. do miasta, gdzie sprzedaje towar na bazarze.

Co my zyskujemy jako konsumenci (dosłownie i w przenośni)? Zyskujemy sporo. Jeżeli ktoś planuje dokładnie swój budżet, to na pewno zauważy tu oszczędność finansową. Nie jest to jednak najważniejsza rzecz. Produkty, które zbieramy na polu są świeże (prosto z krzaka/drzewa) i nie mają za sobą transportu, który potrafi dać im się we znaki.

Ostatnim elementem, na który warto zwrócić uwagę jest też frajda, którą mamy zbierając. Co prawda daleko mi do mieszczucha, który nie widział krowy i nie wie skąd się bierze mleko, ale wspólne zbieranie truskawek na polu z dzieckiem to super sprawa.

W praktyce

Wybrałem ogłoszenie, skontaktowałem się rano w dniu, w którym miałem przyjechać, potwierdziłem cenę i pojechaliśmy. Zawędrowaliśmy do Krajna. Pole, które było przeznaczone do zbierania było położone kilkaset metrów od zabudowań. Prowadziła do niego droga polna. To ważne, żeby jednak nie jeść owoców, które rosną bezpośrednio w spalinach. Znajdowało się ono na szczycie góry z piękną panoramą na okolicę (m.in. Dolinę Wilkowską). Całe zbieranie zajęło nam około 45 minut (nie ma limitu czasu, ale temperatura i słońce dało nam się we znaki). Byliśmy wyposażeni w rękawiczki jednorazowe, aby łatwiej się zbierało oraz w koszyk i skrzynkę.

W ciągu tego czasu uzbieraliśmy 12 kilogramów truskawek, z których powstaną przetwory na zimę. Po zbiorach podjechaliśmy do właściciela gdzie zważyliśmy zbiory i uregulowaliśmy należność. Na bazarach w Kielcach truskawki dzień wcześniej kosztowały 7-8 zł za kilogram, a nas zebrane samemu, piękne i słodkie wyniosły 3 zł za kilogram.

Gdzie szukać?

W internecie jest kilka miejsc, gdzie ogłaszają się rolnicy i sadownicy. Ja skorzystałem z portalu myzbieramy.pl. Co prawda w świętokrzyskim aktualnie nie było wiele ogłoszeń (tylko kilka), ale mi zależało na truskawkach i one na mnie czekały. Szybki kontakt i wizyta na polu.

Warto spróbować?

Zdecydowanie warto! Zebraliśmy sporo owoców, spędziliśmy mile czas i wsparliśmy lokalnego rolnika. Jeżeli macie ochotę na odrobinę relaksu to spróbujcie! 🙂