Jeżeli Chiny to Wielki Mur Chiński. To ten widoczny z księżyca, który w sumie nie wiadomo, czy jest widoczny. Przed wizytą obejrzałem film o tym zabytku. Nie wszyscy wiedzą ale większość muru, która jest udostępniona zwiedzającym jest rekonstrukcją. Całość muru nie stanowi zwartej budowli, a jego fragmenty porozrzucane są w terenie. Jedne z badań mówią, że długość fortyfikacji zbudowanych przez człowieka (nie licząc barier naturalnych) wynosi ok. 6300 km. Pierwsze fragmenty powstały w VI wieku p.n.e. Cały kompleks wpisany został na listę UNESCO.

W Pekinie bardzo łatwo znaleźć wycieczki na mur. Można też pojechać na własną rękę komunikacją publiczną. Jeżeli trafimy na dobrą firmę możemy za niewielkie pieniądze mieć bardzo udany dzień. Większość wycieczek jeździ do Badaling – jednego z najbardziej popularnych turystycznie miejsc. My udaliśmy się do Juyongguan – to trochę mniej zatłoczony fragment muru. Różnica wysokości, jaką pokonaliśmy od parkingu na szczyt wzgórza wyniosła prawie 300 metrów. Warto dodać, że dystans to 0,7 km w jedną stronę (daje to obraz stromości). Wchodzenie utrudniają stopnie, których rozmiary są losowe (od kilku do kilkudziesięciu centymetrów). Na murze co jakiś czas rozlokowane są wieże strażnicze. W niektórych znajdziemy sklepiki z pamiątkami. Każdy może sobie kupić certyfikat bohatera, potwierdzający wejście na mur oraz medal. Z wyższych wież rozpościerają się niesamowite widoki na góry (podczas naszego pobytu na wzgórzach akurat kwitły morele). U podnóży góry znajduje się świątynia obok której można obejrzeć stare armaty. Wielki Chiński Mur jest obiektem wartym zobaczenia. Robi ogromne wrażenie, a historyczne zawirowania wokół jego budowy potęgują tylko emocje, które towarzyszą wizycie.

mur mur mur mur mur mur mur mur mur mur mur mur mur mur mur mur mur