Znane nam już lokale gastronomiczne powoli wstają po ciężkim okresie, a co cieszy, zaczynają pojawiać się także nowości. Tym razem postanowiliśmy odwiedzić lokal o nazwie Flaming, który według zapowiedzi miał serwować przekąski z całego świata.

Lokalizacja

Flaming znajduje się przy ul. Solnej. Dawniej w tym miejscu znajdował się Mr. Potato, o którym możecie przeczytać tutaj. Lokal nie jest duży. W środku znajduje się około 12 miejsc + miejsca na zewnątrz.

Lokal

Flaming to nieduży lokal, chociaż patrząc na obecny wystrój i porównując go z poprzednim wystrojem, to miejsca jest więcej. Wnętrze jest oryginalne i nowoczesne, a jak łatwo się domyślić, znajdziecie w nim wiele podobizn flamingów. W kilku miejscach położona jest tapeta ze wzorem skrzynek pocztowych, która robi fajne wrażenie.

Co w ofercie?

Pierwsze, co usłyszałem o tym miejscu to informacja, że będą tam różnorodne dania/przekąski z całego świata. Dwa razy nie trzeba mi powtarzać, więc zaplanowałem wizytę.

W karcie znajduje się kilkanaście pozycji. Nie do końca potrafię je sklasyfikować. Nie są to zazwyczaj dania, a raczej desery i przekąski.

Co wybraliśmy?

  • gofry brukselskie z nutellą (8 zł)
  • meksykańskie nachos (małe 10 zł + sos gratis)
  • frytki belgijskie (małe – 8 zł + sos gratis)
  • przysmak świętokrzyski (6 zł)
  • hiszpańskie churros (6 szt. – 14 zł)
  • gałka lodów (4,5 zł)
  • lody minimelts (mała porcja – 8 zł)

Jak wrażenia?

Ogólnie w lokalu jest ładnie, a oferta nie jest bardzo rozbudowana. Sklasyfikowałbym ją jako niewielkie przekąski/dania/desery dobre na miejscu i na spacer do parku.

Dwa słowa o tym, co zjedliśmy. Jeżeli chodzi o gofry brukselskie, to zdecydowaliśmy się na wersję z nutellą. Były słodkie, ale nie pogardziłbym jeszcze odrobiną chrupkości. Jeżeli chodzi o nachosy, to jeżeli jedliście kiedyś ten przysmak w kinie, to jest to ten sam poziom. Sos serowy na ciepło i nachosy, to zawsze dobre połączenie. Kolejną propozycją, na którą się skusiliśmy były frytki belgijskie. Co do pierwszej części nazwy zgadzam się w 100%, co do drugiej – mam wątpliwości. Były smaczne, ale do idealnych frytek belgijskich zabrakło im sporo.

Nie mogłem przejść obojętnie obok przysmaku świętokrzyskiego. Jeżeli nie wiecie, co to jest to może znacie go jako smażone kratki/okienka. Ja lubię i często robię – ten był bardzo dobry! Przyszedł też czas na churros. W Kielcach najczęściej pojawiały się one tylko przy okazji wizyty food trucków. Zdecydowaliśmy się na wersję z cukrem, cynamonem i nutellą. Były dobre – chrupiące na zewnątrz i miękkie w środku. Niestety cena, jak za tak małą porcję, nie zachęca. Na koniec skusiliśmy się na lody. Te gałkowe, tradycyjne lokal produkuje sam. My wybraliśmy sorbet z aloesu – smakował jak napoje aloesowe, które znam. Drugim lodem był twór, który nazywa się minimelts – są to niewielkie kuleczki o rożnych smakach. Ciekawe uczucie, ale klasyka u nas wygrała.

Podsumowanie

Jeżeli chodzi o plusy, to na korzyść lokalu działa z pewnością lokalizacja. Większość pozycji z oferty można wziąć do ręki i iść na spacer do parku. Pomimo tego, że Flaming jest niewielki, to jest ładny, a oferta jest różnorodna. Nasza wizyta miała miejsce pierwszego dnia i mam nadzieję, że pewne niedociągnięcia zostaną jeszcze poprawione. Wyszedłem zadowolony, ale do efektu “wow” czegoś zabrakło. Zajrzę tam jeszcze na pewno w przyszłości!