Lubię Kielce m.in. z powodu niewielkich odległości, jakie trzeba pokonać pomiędzy różnymi lokalizacjami. Często jednak zdarza się potrzeba użycia komunikacji miejskiej. Swoją drogą całkiem dobrze rozwiniętej. Nie mamy tramwajów, trolejbusów i metra, ale autobusy działają sprawnie i pokrywają siecią praktycznie całe miasto.

Ucieszyłem się, gdy pojawiła się Kielecka Karta Miejska. Na razie nie oferuje ona tyle możliwości, co w innych miastach. Posiada dwie funkcje. Jedną jest bilet miesięczny lub okresowy, a drugą “elektroniczna portmonetka”. Nazwa dziwna, ale funkcjonalność tej drugiej opcji mi bardzo pasuje. Z domu do firmy jadę 4 przystanki autobusem. Mogę jednak wysiąść na trzecim i nie muszę nadrabiać zbyt wiele drogi. Normalny, papierowy bilet kosztuje mnie 3 złote. Doładowałem swoją kartę kwotą 50 zł (taka jest minimalna kwota przy pierwszym doładowaniu). W autobusie musimy pamiętać o tym, żeby przy wejściu i wyjściu zbliżeniowo zarejestrować przejazd. Jeżeli nasza podróż trwa do 3 przystanków to cena biletu spada do 2,30 zł (odpowiednio do 8 przystanków – 2,40 zł, a powyżej 8 – 2,5 zł). Ponadto w ciągu 15 minut możemy przesiąść się w inny autobus.

Co zrobić jeżeli przy wysiadaniu zapomnieliśmy przyłożyć karty? Nie ma problemu, po prostu system naliczy maksymalną opłatę za przejazd – 3 zł. Wygodne jest to, że za środki zgromadzone na karcie możemy kupić więcej niż jeden bilet podczas jednego przejazdu (wystarczy wcisnąć N na kasowniku i ponownie przyłożyć do niego kartę).

Jest kilka rzeczy, które bym poprawił. Pierwszym, który moim zdaniem z czasem sam się poprawi, to ilość miejsc, które honorują kartę. Drugą kwestią do poprawienia jest możliwość załadowania karty w biletomatach na przystankach. Na razie ostatnią rzeczą do poprawki jest zasięg RFID. Kwestie bezpieczeństwa są istotne, ale karta nie działa nawet przez portfel. Wyjmowanie jej za każdym razem jest uciążliwe.

Pomimo wspomnianych kwestii do poprawki chętnie będę korzystał. Bezgotówkowe transakcje, wygoda i sporo niższa cena mnie przekonały.