Jeżeli słyszy się coś o Mińsku, to najczęściej chodzi o ten mazowiecki. Ubiegłej zimy postanowiliśmy odwiedzić ten białoruski. Jechaliśmy tam z Wilna, a podróż pociągiem trwała około 3 godzin. Pierwsza rzecz, jaką zaobserwowałem to nietypowy czas. W związku z obowiązującym na Białorusi czasem moskiewskim o 9. rano jest nadal ciemno!

Mińsk jest miastem ciekawym i kontrastującym ze sobą wewnętrznie. Z jednej strony przeszklone budynki z windami, a z drugiej – ogromne socrealistyczne gmachy okraszone sierpami i młotami. Jedynym obowiązkowym punktem w planie naszego dwudniowego pobytu była wizyta w Kuropatach – miejscu masowych grobów polskich żołnierzy. Wśród zamordowanych i pochowanych na tym terenie prawdopodobnie znajduje się również mój pradziadek. O samych Kuropatach pisałem tutaj. Po wizycie w tym dość smutnym miejscu udaliśmy się na obiad. Z polecenia znajomego wybraliśmy lokal z kuchnią białoruską. Na cztery zamówione dania trzy zrobione były z ziemniaków. Dwa rodzaje placków, babka ziemniaczana i paluszki z serem były bardzo smaczne, ale przede wszystkim sycące. Później udaliśmy się na “zwiedzanie”. Jednym z obiektów, którym chwalą się mieszkańcy Mińska jest Biblioteka Narodowa. Dziwna budowla, stojąca prawie w szczerym polu. Podjechaliśmy metrem żeby ją zobaczyć i bardziej od biblioteki spodobały mi się bilety do metra. Nie były to zwykłe bilety, ale różowe plastikowe żetony (jak z takiego mini-sklepu z dzieciństwa). Żeton kupowało się i za chwilę wrzucało do bramki. Nie były one zamknięte. Stały przy nich panie rzucające oko, kto wrzucił a kto nie. Najmilsza w tym była cena żetonu – wynosiła około 1000 rubli, co daje kwotę mniejszą niż 50 gr. Zostanę chwilę przy cenach. Wiele materiałów mówi o ogólnie panującej na Białorusi “drożyźnie” . Zgodzę się z tą tezą tylko w przypadku produktów zagranicznych. Produkty lokalne są lekko tańsze niż u nas, a ogólnie pojęte usługi zauważalnie tańsze (wspomniane już metro za ok. 50 gr, przechowalnia bagaży za ok. 70 gr czy toaleta za 20 gr). Po spacerach i wieczornych zakupach poszliśmy spać. Plan na kolejny dzień zakładał wczesną pobudkę (chociaż wstawanie w ciemnościach nie jest motywujące) i kontynuację eksploracji Mińska.

mińsk

Babka ziemniaczana

mińsk

Biblioteka Narodowa

mińsk

Prawie przedmieścia

mińsk

A to już centrum

mińsk

Kolejne bloki powstają

mińsk

Pod czujnym okiem

mińsk

Interesujący kościół w skandynawskim stylu

Rano udaliśmy się do Muzeum Narodowego. Wyglądem, a zwłaszcza personelem, wyglądało ono jak nasze z lat dziewięćdziesiątych. Panie robiące na drutach i patrzące na zwiedzających, jak na najmniej pożądany element w placówce. Jeżeli chodzi o eksponaty, to wiele z nich było mi dziwnie bliskich. Może dlatego, że były na nich napisy w języku polskim, albo po prostu część z nich była polska. Po muzeum udaliśmy się do sklepu GUM. Przypominał on bardziej wielki dom handlowy z małymi sklepikami niż market, ale miał swój urok. Chcieliśmy kupić sobie obrazek z Łukaszenką, ale przed świętami wszystkie wyszły… Ciekawostką jest to, że takowe obrazki kupuje się w sklepie papierniczym, obok flag i innych akcesoriów patriotycznych. Spacerując ulicami Mińska można znaleźć wiele symboli z poprzedniej (właściwie to poprzedniej u nas) epoki. Wśród sierpów i młotów znaleźliśmy także czerwone gwiazdy i pomnik Lenina. Po drodze znaleźliśmy też siedzibę KGB. To ostatni kraj, w którym ta formacja nadal istnieje. Kilka dni wcześniej zwiedzaliśmy muzeum w Wilnie w dawnej siedzibie KGB, w Mińsku nie ma muzeum – dalej działają. Jeżeli w stolicy Białorusi będziecie szukać starego miasta, to muszę życzyć powodzenia. Z informacji, jakie udało nam się uzyskać większość starych budynków Mińska zostało zburzone pod socrealistyczne bloki i biurowce. Nam udało się trafić do jednego z nietkniętych fragmentów, ale niestety i on nie urzeka. Po południu udaliśmy się na pociąg powrotny do Wilna zostawiając za sobą białoruską ziemię.

mińsk

Podziemna galeria handlowa

mińsk

Na blokowisku

mińsk

Czas rozpocząć nową tradycję – szukamy obiektów z banknotów

mińsk

W centrum

mińsk

Polskie mundury w Muzeum Narodowym

mińsk

Jedna z cerkwi w centrum miasta

mińsk

Widok z dworca kolejowego

Pomimo obowiązku wizowego (jak zdobyć wizę pisałem tutaj), uznaję pobytu w Mińsku za udany. Nie jest to miasto pełne zabytków i klasycznego klimatu znanego nam z Krakowa, Wrocławia, czy choćby Wilna, ale warto je zobaczyć.

Komentarze