Forma baru mlecznego wraca do łask. Działają jednak na rynku gastronomicznym tego typu lokale, które nie są wynikiem mody, a po prostu kontynuują swoją działalność karmiąc prostymi daniami w niskich cenach. Jednym z takich miejsc jest Turystyczny Bar Mleczny znajdujący się przy ul. Żelaznej w Kielcach (prawie na przeciwko dworca PKP).

Całkiem niedawno powstał w Kielcach Centralny Bar Mleczny. Znajduje się on przy ul. Sienkiewicza (obok antykwariatu) i należy do tego samego właściciela co Turystyczny (Społem). Centralny jednak jest współczesną wersją barów mlecznych, w której zjemy smacznie i tanio.

Odwiedzony przez nas Turystyczny Bar Mleczny znajduje się przy ul. Żelaznej. Przeszedł niedawno remont, ale zarówno we wnętrzu, obsłudze jak i systemie zamawiania i wydawania czuć jeszcze czasy sprzed remontu. To lokal, w którym zachowało się najwięccej mlecznobarowego klimatu.

Zamawiamy u pani i płacimy od razu u niej. Do wyboru mamy sporo dań, przy czym pry niektórych figuruje cena zero co oznacza, że ich po prostu nie ma. Jeżeli cena jest podana to już połowa sukcesu, ale nadal może się trafić, że dana rzec już się skończyła danego dnia.

Podczas naszej wizyty zdecydowaliśmy się na:

  • -zupa pomidorowa z makaronem- 1,34 zł
  • -zupa jarzynowa – 1,89 zł
  • -placki ziemniaczane z sosem myśliwskim – 6,08 zł
  • -kotlet schabowy z frytkami i zestawem surówek – około 10 zł
  • -naleśnik z serem, truskawkami i śmietaną – 4,78 zł
  • -kompot około 1 zł

Ciekawy jest fakt, że pobierana jest również opłata za plastiowe sztućce (7 gr. oraz kubek 30 gr.). Po dokonaniu wyboru i opłaceniu zamówienia przechodzimy na drugą stronę lady, gdzie inna pani pobiera od nas paragon i nakłada poszczególne dania. Fenomenem tego, jak i innych barów mlecznych są zupy, które kupujemy za niecałe dwa złote. Moja jarzynowa miała sporo warzyw, a w smaku przypominała taką jaką znam z dzieciństwa.

Kotlet schabowy nie był wielki, a frytki chwilę leżały, ale były smaczne. W ramach zestawu surówek dostałem cztery, z których trzy były bardzo fajne, a jedna z pora była dziwna. Na pewno znalazła swoich amatorów, ale mnie wśród nich nie ma. Placki ziemniaczane były lekko chrupiące, a sos… był w porządku. Jak się pomyśli o jego cenie to był naprawdę ok, a składał się z kiełbasy, ogórków i sosu pieczeniowego bardziej jasnego niż ciemnego. Do wszystkiego klasycnzy kompot.

Na deser naleśniki z serem truskawkami i śmietaną. Były domowe, ale śmietana chwilę chyba już leżała, bo zaczęła się rozwarstwiać, ale w smaku była w porządku. Jeżeli chodzi o naleśniki to wolę jednak te z Ludwika.

Nie jest to miejsce, gdzie mozna kogoś zabrać na urodzinową kolację, ale myślę, że dla wielu samotnych, biednych lub takich, ktorzy gotować nie umieją jest to miejsce potrzebne. Jest w tym trochę tradycyjnej kuchni polskiej w wydaniu jakie wielu z nas może pamiętać z dzieciństwa.

Komentarze