Od zawsze twierdziłem i nadal mi nie minęło, że najlepiej poznawać inne miasta, państwa i kultury poprzez jedzenie. Nie mam problemu z zamówieniem z menu czegoś tylko i wyłącznie z powodu ładnego wyglądu, a czasem zdać się na propozycję obsługi. Jem “na ulicy” i próbuję praktycznie wszystkiego. Podczas moich podróży trafiłem jednak na kilka dań, które okazały się zaskoczeniem. Przed Wami 5 dań, które zaskoczyły mnie podczas podróży.

Jedne dania zaskoczyły pozytywnie, a inne były dosiadczeniem, dzięki któremu wiecej nie popełnie tego błędu 🙂

Prdelanka

Jeżeli byliście kiedyś w Czechach to wiecie, że na diecie ciężko tam wyżyć. Sporo mięsa, a kuchnia do chudych nie należy. Podczas jedngo z naszych wyjazdów postanowilismy spróbować czegoś nowego. Zazwyczaj decydowaliśmy się na zupę czosnkową lub gulasz. Tym razem za namową obsługi i własną ciekawością wzięliśmy zupę z karty sezonowej. Zupa nazywała się Prdelanka i była bardzo sycąca. Była także gęsta i zawierała w sobie kaszę. Jak się okazało składała się ona ze świńskiej krwi i kaszy, a karta sezonowa związana była z odbywającym się właśnie w miejscowości świniobiciem. Pomimo tego, że pierwsze wrażenie było dziwne to zupa była rewelacyjna i polecam ją Wam serdecznie!

Prdelanka

Kacze nogi

Kaczka po pekińsku brzmi nieźle. Jeżeli zamawiasz ją w dobrej restauracji w Pekinie, ma swój indywidualny numrek i certyfikat to jeszcze lepiej. Znajoma,z którą byliśmy oprócz samej kaczki po pekińsku poleciła także inne jej elementy. Żołądki były pyszne, ale na stole pojawił się także talerzyk z czymś. Było białe i gumowate. Ja się po chwili dowiedzieliśmy to kacze “stopy”. Jeżeli lubicie próbowac nowych rzeczy to spróbujcie, ale nie jest to ani smak, ani konsystencja do której chcę wracać. ( na zdjęciu to te na talerzyku w lewym dolnym rogu – na ogórku)

Kacze stopy

Gęsie żołądki

Jedyne danie tutaj, którego nie mam zdjęcia. Jeżeli ktoś zaproponuje Wam gęsie żołądki w sosie własnym, a do tego będą dobrze przyrządzone to możecie, a właściwie powinniście oddać za nie wiele! Najlepsze jakei jadłem były w Barze pod Gąską w Rakowie, ale miejsce to niestety już nie istnieje. Szukam kolejnego źródła uciech dla mojego podniebienia w tym zakresie.

Stinky tofu

Tofu jakie jest każdy wie. Często bez smaku, bardzo fajnie przyjmuje aromaty innych składników dania. Wyobraźcie sobie jednak, że tofu czyli pośrednio soję fermentujecie. Zapach stinky tofu jest powalający. W smaku nie jest źle, ale przejście przez zapach nie należy do najłatwiejszych. Najczęściej znajdiecie je na nocnych marketach, barach czy straganach. Restauracje podają je bardzo rzadko. Generalnie stare, spocone, dwytygodniowe skarpety to ten kaliber doznań zapachowych 🙂

Stinky tofu

Abalone

Ich muszle na pewno widzieliście nie raz na stoiskach z pamiatkami. Przed wyjazdem do Australii naczytałem się o ich rewelacyjnym smaku i baaardzo wysokiej cenie Postanowiłem się skusić na jednego z tych wykwintnych ślimaków. Podobno mogą być pyszne, natomiast ten przyrządzony dla mnie w smaku był w porządku, ale konsystencja juz nie do końca. Myślę, że sprawny kucharz może wyczarować z tego ślimaka cuda. Mi trafiła się po prostu ciekawostka kulinarna.

Abalone

Na co byście mieli ochotę? 🙂