Dla niektórych obecność w sieci jest czymś naturalnym i działania w tym obszarze przychodzą z łatwością przynosząc wymierne efekty. Są jednak firmy/miejsca, które postanowiły wkroczyć w świat internetu i eksplorować go metodą prób i błędów, a zwłaszcza tego drugiego. Marketing gastronomii to trudna sprawa, ale mam dla Was kilka rad.

To, że w tekście poruszony jest temat restauracji nie znaczy, że dotyczy on tylko tej branży. Wiele małych i średnich firm może odszukać także analogię do swojej dziedziny.

Wszystkie elementy rażą osobiście MNIE. Dla jednych będą one istotne, a dla innych trochę mniej. Moje spojrzenie od strony klienta i blogera.

Zacznijmy od tego, że to co raz się znajdzie w Internecie to najczęściej tam zostanie. Możemy się później tłumaczyć, usuwać, ukrywać, ale znając nasze szczęście to coś gdzieś zostanie i ktoś wykorzysta to w najmniej oczekiwanym momencie. Takie jest właśnie marketing gastronomii. Pouczmy się na czyichś błędach:

1. Nie lub sobie sam i nie komentuj.

Po prostu nie. Jeżeli dodajecie zdjęcie i macie fanów mało to nie lubcie go sobie sami. Niestety dalej są lokale, które tak robią. Lepiej wygląda jak nikt nie polubi zdjęcia nić jak restauracja lubi swoje. Przełączcie się na prywatne konto i polubcie jeżeli już musicie to zrobić.

2. Nie organizuj konkursów na lajki.

Organizacja konkursów jest łatwym sposobem na zgromadzenie fanów (nie zawsze wartościowych). Jeżeli zdecydujecie się na taką formę aktywności to nie decydujcie się na to, żeby lajki zdecydowały o zwycięstwie. Jeżeli myślicie o tym dlaczego to zajrzyjcie w ten link (200 lajków można kupić już za 2,88 zł). Jeżeli nagrody są wartościowe to czasem warto zainwestować tą wspomnianą, zawrotną kwotę. Jeżeli jesteśmy przy konkursach to polecam też zapoznanie się z regulaminem Facebooka, a zwłaszcza z częścią, która zabrania nakazywania użytkownikowi udostępniania czegokolwiek, żeby mógł wziąć udział w naszym konkursie.

lajki

3. Jeżeli masz dodać zdjęcia dania zrobione „kalkulatorem” to nie dodawaj w ogóle.

Jemy oczami. Jeżeli będziecie wrzucać zdjęcia swoich dań zrobione w ciemnych pomieszczeniach aparatem z matrycą 1 mega piksel to nie spodziewajcie się, że ktoś przyjdzie do Was mając nadzieję, na smaczny posiłek. Nie potrzebujecie profesjonalnego studia, ani drogich sesji, aby pokazać Wasze dania estetycznie. Poczytajcie w internecie, a dzięki średniej klasy telefonowi lub prostej cyfrówce możecie zachęcić swoich gości do wizyty u Was. Skusilibyście się na takie danie?

12289576_554450171377235_3613471206068564686_n

4. Reaguj.

Nie ma chyba gorszej rzeczy niż strona, do której i na której piszą użytkownicy, a nikt im nie odpowiada. Komentujcie, odpowiadajcie na wiadomości, a Wasi potencjalni i obecni klienci będą zadowoleni (przynajmniej na tym etapie). Mogę Wam zdradzić, że pisząc wiadomość do 17 kieleckich restauracji z konkretnym pytaniem, otrzymałem odpowiedź od dziewięciu. Co z pozostałymi? Tego nikt nie wie. Może nie słyszeli, że facebook ma możliwość pisania wiadomości, a może po prostu są tak pewni swojego biznesu, że kanał ten po prostu olali? W obu przypadkach nie jest to dobra droga. To samo się tyczy opinii dodawanych przez klientów. Nawet ta najgorsza, do której się odnieśliśmy może okazać się całkiem pomocna dla przyszłych gości.

5. Twój klient Twój pan.

Trochę Was może zaskoczę, ale klientowi może nie smakować. Jeżeli to tylko kwestia gustu to po żadnej ze stron nie ma argumentów do dyskusji bo każdy ma swoje racje. Jeżeli Wasz gość twierdzi w internecie (lub na żywo), że dostał surowe, grudkowate, spalone lub inne danie to najprawdopodobniej po prostu takie dostał (nie licząc trolli, którzy walczą z Tobą dla idei). Nie traktuj klienta jak głupka, bo może mieć on wiedzę o branży większą niż Ty. Kolejną rzeczą jest przypisywanie sobie zasług. Jeżeli nie masz potwierdzenia to nie mów, że tylko u Ciebie można zjeść włoską pizzę, belgijskie frytki czy wypić piwo. Twoi klienci nie lubią jak się robi z nich idiotów. Nigdy nie wiesz na kogo trafisz po drugiej stronie więc „grożenie” klientom też nie jest dobrą drogą do sukcesu.

Untitled 1

6. Nie bądź anonimowy.

Wpisz informacje o sobie na swoim fanpage`u. Masz tam pole do popisu. Dodaj adres, numer telefonu i adres strony internetowej. Jeżeli nie masz strony to znajdź sposób, aby na Facebooku mieć zawsze aktualne menu.

7. Siódme nie kradnij.

Nie każdy ma fajne zdjęcia, a jak już wiemy content fotograficzny jest atrakcyjny dla oka. Jeżeli jednak chodząc do sklepu nie wychodzicie z niego nie płacąc za produkty to dlaczego mielibyście robić to samo w internecie? Pamiętajcie o prawach autorskich, prawach do wizerunku i innych pokrewnych. To, że coś jest „z internetu” i że „wszyscy tego używają” nie zwalnia Was z odpowiedzialności.

Pamiętajcie, że jest to wierzchołek góry lodowej 🙂 Marketing gastronomii skrywa jeszcze wiele sekretów 🙂