Jest to wyjazd, który chyba planujemy najdłużej. Z racji odległości, czasu trwania i trzyosobowej ekipy chcieliśmy przygotować się jak najlepiej, aby przegapić jak najmniej rzeczy. Australia jest bardzo duża, dlatego pierwszy raz tylko temat “liźniemy”.

Od czego się zaczęło?

Wyjazd do Australii od zawsze siedział w naszej głowie. Z powodów rodzinnych życie na miejscu mamy ułatwione więc pozostawało tylko zaplanowanie wizyty. “Tylko” kupić bilety i jechać. Nie było to nic trudnego technicznie, a jedynie portfel smutnie płakał w kącie. Bilety do Australii uparcie nie chcą tanieć na przełomie lat. Ja też chyba wyrosłem z 3 dniowego lotu i spania na lotnisku, zwłaszcza z dzieckiem. Zdecydowaliśmy się na Quatar Airways. Co przesądziło o tym wyborze? Nie była to oferta najtańsza, ale jedna, wygodna przesiadka (3 godziny) i wysoki standard obsługi wygrał z nieco niższą ceną, dwa razy dłuższą podróżą w nieznanych warunkach.

Kwestie terminu też wybraliśmy metodą eliminacji. Pobyt w naszej zimie (australijskie lato) nie był naszym marzeniem. Nie jesteśmy fanami smażenia na plaży, a przy aktywnym zwiedzaniu upał nie jest dobrym towarzyszem. Nasze lato (australijska zima) wydaje się dobra, ale dni są krótkie, a poranki i wieczory chłodniejsze. Wybór padł na marzec. Jest to przełom australijskiego lata i jesieni. Temperatury w nocy osiągają 18-20 stopni, a w ciągu dnia do 28. Tak też wskazuje prognoza na marzec. Jest szansa na deszcz, ale przy takiej temperaturze raczej nie będzie on nam przeszkadzał (no chyba, że będzie padał miesiąc).

Nasza podróż chwilę potrwa i przez zmianę czasu startując w poniedziałkowy wieczór, na miejscu będziemy w środowy poranek. Wracając odzyskamy nasze stracone 10 godzin.

Gdzie będziemy?

Naszym celem jest Sydney (Nowa Południowa Walia), ale wybieramy się także na trochę do Brisbane (Queensland), a właściwie Gold Coast. Jest to największe i trzecie co do wielkości miasto Australii. Dzieli je około 1000 kilometrów. Oprócz samych miast, które oferują ogromną ilość atrakcji pojeździmy także po okolicy obu z nich. Ciekawa będzie również trasa, którą chcemy pokonać z dłuższymi przerwami na zwiedzanie.

Co planujemy?

Sam pobyt w Australii jest wielkim przeżyciem, ale my chcemy go wykorzystać ponad normę. Oprócz atrakcji oczywistych takich jak zobaczenie mostu w Sydney, Opery czy kangura mamy także kilka mniej popularnych. Jedziemy na plantację Finger Lime, a może i bananów. Planuję naukę grillowania owoców morza w szkole targu rybnego w Sydney i wizytę na samym targu. Pojeździmy sporo pociągami miejskimi i popływam promami. Będziemy dużo spacerować, a jeżeli się uda to i poszukamy jakichś kamieni szlachetnych.

Co zjemy?

Na pewno będziemy próbować jak najwięcej, a na pewno jak najciekawiej. W Sydney koniecznością są wszechobecne owoce morza. Na liście mamy także kilka tradycyjnych produktów takich jak Vegemite czy TimTamy. Mam ochotę na burgery z mięs niecodziennych, z krokodylem i emu na czele. Kangura jadłem już kilka razy więc on nie zrobi na pewno wielkiego zaskoczenia na mojej twarzy. Widzieliście kiedyś np. na Instagramie nowy trend na kolorowe mleko do kawy Podobno trend ten przyszedł z Australii więc i jego mam ochotę spróbować, a na pewno porobić zdjęcia. Sydney to także wielki miks kulturalny i kulinarny dlatego na kuchnię indyjską czy też chiński nocny market też się wybieramy

Gdzie czytać?

Materiały z Australii pojawiać się będą jak zawsze w trzech miejscach! 🙂

Facebook tymrazem.pl

Strona tymrazem.pl – jeżeli nie chcecie sprawdzać na głównej to na stronie projektu będzie lista tekstów dotyczących Australii! 🙂 https://tymrazem.pl/australia-2018/

Instagram – szukajcie profilu @jakubjuszynski lub #tymrazemaustralia 🙂