Szukając informacji o tym, co oprócz wina muszę spróbować w Bordeaux, trafiłem praktycznie od razu na canele. Ten niewielki, słodki wypiek jest specjalnością regionu i można go dostać na każdym rogu!

Podczas mojej wizyty jadłem różne caneles. Małe, duże, świeże, mniej świeże, dobre i bardzo smaczne, ale generalnie rzecz biorąc to dobry wypiek i będąc w Bordeaux musicie go spróbować!

Historia

Ich historia nie jest do końca znana, a właściwie występuje w kilku wersjach. Często tak się dzieje przy tradycjach kulinarnych. Wersja najstarsza mówi o XV wieku, ale te bardziej prawdopodobne umiejscowione są około 300 lat później i łączą caneles z zakonnicami z klasztoru Annonciades. Znajdziecie na pewno wersje historii, które cofną caneles w czasie jeszcze dawniej, ale… 🙂

Pierwotnie prawdopodobnie był to chleb/ciasto wyrabiane z mąki i żółtek, a dopiero w XX wieku nieznany cukiernik dodał do niego wanilię i rum i ponownie spopularyzował caneles. Swoją nazwę zawdzięczają prawdopodobnie swojej falowanej formie. Nazwa spopularyzowana została dopiero latach osiemdziesiątych XX wieku, kiedy wypieki te zaczęły przeżywać swój renesans.

Ilość sklepów, gdzie możecie je kupić, liczona jest w tysiącach i znajdują się one nie tylko w Bordeaux, ale i w całej Francji, jak i za granicą! Możecie spotkać się czasem z pisownią cannele, ale nie jest to błąd.

Gdzie kupić canele?

Pierwsza odpowiedź będzie brzmiała: „wszędzie”. W Bordeaux znajdziecie je praktycznie na każdej ulicy. Są cukiernie specjalizujące się tylko w tym przysmaku, ale znajdziecie go także w innych lokalach. Stoiska, na których możecie kupić Canele znajdziecie także na różnorodnych jarmarkach i targach.

Możecie je kupić zarówno na sztuki, jak i w opakowaniach zbiorczych, zawierających najczęściej 6, 8 lub 12 wypieków. Zapakowane są one często w papierowe torby lub eleganckie pudełka, które idealnie nadadzą się na prezent lub zabezpieczą caneles podczas podróży.

Jak powstają caneles?

Zacznijmy od formy. Do zrobienia caneles potrzebujecie foremek. Oryginalnie miedzianych, ale coraz częściej znajdziecie również silikonowe. Wśród składników potrzebnych do przygotowania tych słodkości znajdziecie masło, mleko, cukier, mąkę, jajka, wanilię, rum i odrobinę soli. Nie będę podawał Wam całego przepisu, bo nie sprawdzałem go jeszcze w domu, ale gdy tylko to zrobię, to na pewno podzielę się z Wami efektami.

Ile to kosztuje?

Odpowiedzią na tak postawione pytanie będzie biznesowe: „to zależy”. Możecie zapytać od czego. Najcześciej od miejsca, w którym kupujecie, jego lokalizacji ale i od rozmiaru babeczki. Warto wspomnieć też, że caneles wytwarza się w różnych wersjach rozmiarowych i smakowych.

Jeżeli chodzi o rozmiar, to spotkałem się z tym normalnym (często nazywany dużym), średnim i małym. Moim faworytem, jak łatwo się domyślić była wersja duża. Najmniejsza wersja sprawdziła się u mnie w zestawie z espresso na początek dnia.

Wróćmy jednak do ceny, bo to ta Was na pewno bardzo interesuje. Najtańsze caneles kupowałem w cukierni La Toque Cuivrée – świeże i chrupiące. W skład sieci wchodzi kilkadziesiąt lokali w Bordeaux i okolicy. W innych cukierniach i stoiskach ceny były nieco wyższe. W Marche des Capucins było to już 1,5-1,7 euro, a na jarmarku świątecznym około 2 euro.

Jedną z najpopularniejszych cukierni z tymi wypiekami jest sieć Canelés Baillardran Bordeaux. Lokale znajdziecie w wielu miejscach w mieście, a nawet na lotnisku Bordeaux.

Warto spróbować?

Budyń jest jedną z niewielu rzeczy, których na prawdę nie lubię, a caneles określiłbym jako pieczony budyń właśnie. Nie dajcie się jednak zwieść – jest to coś zupełnie innego i nawet mi posmakowało. Caneles jeżeli są świeże, ciepłe i chrupiące na wierchu, to jest to deser idealny. Wanilia w połączeniu z rumem i chrupiącą, słodką skorupką, to po prostu coś pysznego!