Kielecki Rynek po renowacji zmienił swoje oblicze i zwłaszcza w ciepłych miesiącach tętni życiem. Często ludzie przychodzą tam coś zjeść lub się napić. Jest to jednak część miasta, gdzie od jakiegoś czasu nie było spektakularnych otwarć. Tym razem pojawiła się nowość – restauracja Rynek 11, która chce zająć rynkową nisze na fine dining.

Z tego co udało mi się dowiedzieć, szefem kuchni w restauracji Rynek 11 jest Sławomir Kowalczyk – były szef kuchni w 4* hotelu Arłamów, autor książek kulinarnych i juror w konkursach.

Lokalizacja

Rynek 11 jak łatwo się domyślić zlokalizowany jest w kamienicy na kieleckim Rynku o numerze 11. Znajduje się ona na wschodniej ścianie placu, a restauracyjny ogródek kończy się tuż obok pręgierza. Kielczanie na pewno skojarzą to miejsce, gdy napiszę, że jest to lokal, pomiędzy sklepem Kozubek, a piekarnią Rynek.

Co w karcie?

Rynek 11 ma być restauracją oraz Cocktail Barem z autorskimi propozycjami drinków. Tym razem zdecydowaliśmy się na pierwszą z opcji. Podczas naszej wizyty lokal działał dopiero kilka dni i oferowana karta była krótka, co miało gwarantować świeżość produktów. Do dyspozycji gości jest w niej kilka przystawek, sałatki, zupy i dania główne, w sumie 12 pozycji.

Co wybraliśmy?

  • Tatar wołowy/plastyczne żółtko/pikle/ketchup – 29 zł
  • Ramen wege/tofu/warzywa/jajko – 18 zł
  • Makaron gryczany/warzywa/oliwa smakowa – 27 zł
  • Żebro wieprzowe/kapusta/rosti warzywne – 34 zł
  • Tarta/krem cytrynowy/orzechy – 16 zł

Jak wrażenia?

Na jedzenie nie czekaliśmy długo, a zamówione dania dostawaliśmy po kolei i wszyscy naraz. Podane były one na ładnej i oryginalnej zastawie. Zacznijmy od przystawek. Oprócz zamówionego tatara i ramenu – na stole dla Zuzi pojawił się także rosół spoza karty – porządna porcja. Dawno nie jadłem tatara i ten był smaczny, może odrobina chrupkości więcej by mu nie zaszkodziła, ale bardzo miło przygotował mnie na kolejne dania. Ramen był w wersji wege. Smaczna zupa z różnorodnymi dodatkami, ale chyba wersja klasyczna, mięsna bardziej mi podchodzi.

Jeżeli chodzi o dania główne to zająłem się na początku żeberkiem. Miękkie, bez kości z pysznym, esencjonalnym sosem. Do niego warzywne rosti, które wolałbym nieco bardziej chrupiące i sakiewki z czerwonej kapusty. Całość oceniam bardzo dobrze. Drugim daniem głównym był makaron gryczany z warzywami. Smaczny, kremowy z idealnymi warzywami, ale zabrakło mi jakiegoś zakończenia, które by przełamało całość. Może chrupiących ziaren lub orzechów, a może odrobiny odmiany w postaci startej skórki cytryny, ponzu lub jakiegoś słonego czipsa? Mimo tego całość była smaczna i sycąca.

Na deser pojawiła się tarta cytrynowa, która był ciekawą dekonstrukcją tego klasycznego deseru. Krem cytrynowy podany był w miseczce z ciasta, a towarzyszyły mu także owoce. Oprócz wspomnianej “tarty” na talerzu były także lody bazyliowe z kruszonką.

Warto?

Rynek 11 to miejsce, które ma szansę powalczyć na kieleckim Rynku. Do tej pory nie było tam restauracji idącej w kierunku fine dining. W Kielcach są klienci, którzy takiej kuchni poszukują. Szkoda, że ogródek praktycznie nie wyróżnia się spośród innych. Zwłaszcza, że smakiem miejsce to ma być wyjątkowe.