Oprócz pomysłu, trasy i terminu tym razem sporą część przygotowań poświęcimy też tym związanym ogólnie z technologią. Kilka tysięcy kilometrów w samochodzie i sporo czasu z dala od swojego łóżka sprawia, że pewne rzeczy z błahych nabierają zupełnie nowego znaczenia.

Podczas przygotowań do wyjazdu zauważyliśmy kilka rzecz, które nie do końca nam odpowiadały. Pierwszą z nich jest kwestia muzyki w samochodzie. Mamy odtwarzacz CD, ale nie czyta mp3. Niestety nasz samochód nie dorobił się jeszcze wyjścia USB więc odtwarzanie z pendrive odpada. Jadąc kilka godzin dziennie zapas płyt musiał by być spory, żeby się nie znudziły. Rozwiązaniem może okazać się transmiter FM. Niewielkie urządzenia zasilane z zapalniczki. Działa zarówno z kartami SD jak i z pendriveami. Zasada działania jest prosta. Urządzenie odczytuje dźwięk z akutalnie posiadanego nośnika i przesyła go falami radiowymi na ustalonej częstotliwości. Możemy ten sygnał złapać w samochodowym radiu. Problem pojawia się gdy częstotliwości są zajęte, ale ogólnie wydaje się to być trafiona idea.

Po wstępnym pomyśle na rozwiązanie problemu muzycznego pojawił się kolejny. Jeżdżąc po Polsce najczęściej korzystam z nawigacji Google. Za granicą jednak sprawa jest trochę bardziej złożona. Opłaty za rozmowy i smsy bardzo poszły w dół i można sobie na nie pozwolić, ale jeżeli chodzi o dane w roamingu to nie jest już tak wesoło. Nawigacja, które używałem do tej pory niestety nie daje rady i nie chce współpracować z nowymi mapami. Czas na zmianę urządzenia. Z ratunkiem przybyła firma TomTom. Podczas wyprawy prowadzić nas będzie GO 5100. Patrząc na opis i parametry nie powinniśmy się zgubić. Na pewno przetestuję ją intensywnie i jeszcze o wrażeniach Wam napiszę.

Wszystkie te elementy są przydatne, ale wymagają zasilania. Samochód mój wyposażony jest w dwa wyjścia 12V (zapalniczka). Jedno obsłuży lodówkę w bagażniku, ale drugie musi starczyć na kilka elementów. Tutaj z pomocą przechodzą rozgałęźniki. Warto uwzględnić rozdzielenie na dodatkową zapalniczkę i kilka portów USB. Telefon w trasie się przydaje, a zwłaszcza naładowany. Tutaj kolejną ciekawostką, która przyda się podczas podróży jest power bank. Ten przenośny akumulator wystarczy mi na jednokrotne podładowanie baterii w telefonie. Zawsze można ładować w samochodzie, ale jeżeli potrzebna będzie energia poza to i na to jestem gotowy.

Nie do końca wiemy czy Zuzia będzie chciała jeździć tyle, dlatego towarzyszyć też nam będzie na pewno tablet wyposażony w ulubione bajki. Mamy już uchwyt na fotel, w którym tablet będzie mieszkał. Bierzemy nasze urządzenie, którego używamy już od dawna – Samsung Galaxy Tab 2 7 cali. Zawartość zgramy przed wyjazdem, aby uniknąć pobierania zawartości online.

Nadal myślę, jak rozwiązać kwestię internetu za granicą. Teoretycznie mój operator oferuje jakieś pakiety danych, ale patrząc na cenę nie wiem czy nie lepiej będzie liczyć na darmowe wi-fi, a w razie wyższej potrzeby ratować się kartami lokalnych operatorów.

O kolejnych etapach przygotowań będę Was na pewno jeszcze informował 🙂 Startujemy 15 sierpnia 🙂