U trzech bojowników

Centra znanych miast znane są z tego, że najczęściej są ładne, ale przede wszystkim z tego, że są drogie. Podobnie jest w Pradze. Restauracje na Starym Mieście nie należą do najtańszych, ale na pewno należą do tych mocno zatłoczonych.

Korzystając z okazji postanowiłem skorzystać z uroków czeskiej kuchni w restauracji położonej 2 stacje metra od centrum, ale zacznijmy od początku. Na Starówce w Pradze nie trudno o czeską restaurację. Ceny w nich bywają różne, różna też jakoś potraw. W miarę stałą rzeczą jest panujący w lokalach i okolicy tłok. Centrum Pragi zwiedzałem już nie raz. Jak wiecie tym razem postanowiłem poznać miejsca ciut mniej znane. Jednym z nich było Muzeum Nocników i Toalet położone przy ul. Wyszehradzkiej. Oddalone jest od Starego Miasta o dwie stacje metra i kilkanaście minut spaceru.
Po dojściu w okolice muzeum doszliśmy do wniosku, że to pora obiadowa. Mieliśmy ochotę na czeską kuchnię wiec restauracja Tri Bojovniku (U Trzech Bojowników), która pojawiła się przed naszymi oczami wydała się dobrą opcją. Lokal znajdował się po przeciwnej stronie ulicy co muzeum.

Usiedliśmy na dworze ponieważ pogoda była ładna. Dostaliśmy kartę, w którą się wczytaliśmy. Pierwszą rzeczą, którą zauważyłem było to, że w lokalu mają Kofolę laną „z kija”, za którą płacimy kilka koron za 100 ml.
Wróćmy do jedzenia. Zdecydowaliśmy się na pivny syr (59 koron), hermelin (59 koron), policzki wołowe z knedlikami (149 koron), risotto z grzybami i smażone jabłka w cieście. Ja do tego wziąłem Kofolę, a Dorota miętową herbatę.

Smak hermelina (ser podobny do camemberta) znam. Jest to ser marynowany w oleju z cebulką i innymi dodatkami. Nowością dla mnie był pivny syr. Kelnerka spytała, czy na pewno go chcę zamówić bo on śmierdzi. To pytanie utwierdziło mnie w przekonaniu, że spróbować go muszę. Podany był trochę jak nasz tatar. Na talerzu znalazły się kawałki sera, na których spoczywało masło i papryka w proszku. Obok nich znalazła się „kupka” posiekanej cebuli, musztarda, pieprz i mała szklaneczka piwa. Urwałem kawałek chleba i postanowiłem, że spróbuję wszystkich składników na raz. Nałożyłem wszystko, polałem piwem i zjadłem… Co do zapachu, to powiem Wam tak – śmierdział strasznie, ale w smaku był całkiem dobry. Musztarda i cebulka komponowała się dobrze z mocno serowym smakiem, a przyprawy i piwo dopełniały obraz. Dorota spróbowała jeden kęs, ale więcej nie dała rady wiec pozostało mi skończenie tego nowego smakowego, a bardziej może zapachowego odkrycia. Hermelin nie był dla nas niczym nowym – był po prostu dobry. Pierwszym daniem głównym były wołowe policzki z knedlikiem. Zacznę od drugiego elementu. Był nietypowy bo był to knedlik bułkowy (jest taka nazwa?;)) z suszonymi jabłkami. Ciekawe połączenie, które z rewelacyjnym wołowym policzkiem stworzyło danie bardzo smaczne. Dorota jadła risotto z grzybami. Smaczne, dużo parmezanu i grzyby, które nie potrafię powiedzieć jak się nazywały. Miały blaszki, a z tych oprócz kurki rydza i kani wiele więcej nie znam i nie był to żaden z wcześniej wymienionych grzybów. Na deser zjedliśmy jabłka smażone w cieście z cynamonem. Ledwo się zmieściły, ale daliśmy radę.

Jeżeli wybieracie się do Pragi, a zwłaszcza do muzeum nocników to zajrzyjcie tam koniecznie. Czeskie smaki, niezłe ceny i spokojna lokalizacja! 🙂

DSC_2072 DSC_2077 DSC_2079 DSC_2081 DSC_2084 DSC_2086